STATUS: OPERACJA CICHY. POWRÓT DO BAZY ODROCZONY O 48 GODZIN.
Usunęłam wiadomość. Misja mogła poczekać. Dziś był ważny dzień. Dziś była Wielka Sobota, a co ważniejsze, piąte urodziny mojej córki Lily. Obiecałam jej czekoladowe ciasto z posypką i wczesne poszukiwanie jajek wielkanocnych i pomimo wszelkich starań Sary, by zepsuć atmosferę, zamierzałam jej to dostarczyć.
Umyłam ręce w zlewie gospodarczym, a zimna woda zabarwiła tłuszcz na szaro. Spojrzałam na swoje odbicie w małym, popękanym lusterku nad umywalką. Oczy wpatrujące się we mnie były zmęczone. Zbyt wiele widziały. Widziały płonące wioski i umierających przyjaciół. Pragnęli spokoju.
Dlatego tolerowałem Sarę. Dla Emily. Dla Lily. Bo wojna była moim zadaniem, ale pokój był moim celem. Chciałem domu, w którym konflikty rozwiązuje się słowami, a nie ogniem zaporowym.
Chwyciłem kluczyki. Jeszcze o tym nie wiedziałem, ale wychodząc z garażu, zostawiałem spokój za sobą. Wchodziłem w strefę wojny, a wróg był już za drutami kolczastymi.
Część 2: Akt wojny
Piekarnia była zajęta odbiorem wielkanocnych smakołyków, a kiedy wróciłem z tortem – wykonanym na zamówienie z różowym jednorożcem z masy cukrowej – słońce zaczynało zachodzić. Temperatura gwałtownie spadła, przenikliwy wiosenny chłód ogarnął dolinę wraz z nadejściem późnego frontu chłodnego.
Wjechałem ciężarówką na podjazd. W domu panowała cisza. Zbyt cisza.
Przeszedłem przez drzwi wejściowe. „Lily? Kochanie, mam tort!”
Cisza.
„Sarah?” – zawołałem.
Wszedłem do salonu. Sarah siedziała na sofie, oglądając reality show z kieliszkiem czerwonego wina w dłoni. Jej syn, Tyler – rozpieszczony dziesięciolatek, który naśladował matkę – grał w gry wideo na podłodze.
„Gdzie jest Lily?” – zapytałem, odkładając pudełko z ciastem na blat.
Sara nie oderwała wzroku od telewizora. „Na zewnątrz”.
„Na zewnątrz?” Zmarszczyłem brwi. „Na dworze jest czterdzieści stopni, Sarah. Gdzie na zewnątrz?”
„Patio” – mruknęła. „Kaszlała. Nie chciałam, żeby Tyler się rozchorował. Jutro ma kwalifikacje do drużyny piłkarskiej”.
Zimny przypływ adrenaliny uderzył mnie w pierś. To było to samo uczucie, które towarzyszyło mi, gdy włączył się detektor improwizowanego ładunku wybuchowego.
Pobiegłem na tył domu. Przesuwane szklane drzwi