Zarzucił torbę podróżną na ramię i zaczął brnąć przez śnieg. Jego buty cicho chrzęściły na odśnieżonym chodniku. Wszystkie domy były oświetlone, na drzwiach wisiały wieńce, a dmuchane bałwany machały z podwórek. To był idealny widok.
Skręcił za róg i znalazł się na swojej ulicy.
W jego domu panował mrok.
Żadnych świątecznych lampek. Żadnego wieńca. Okna były jak czarne oczy wpatrujące się w noc.
Jack zmarszczył brwi. Czy może jechali? Może byli na imprezie? Ale Elena nienawidziła jeździć po śniegu.
Wszedł na podjazd, a jego serce lekko przyspieszyło. Dotarł do drzwi wejściowych.
Wtedy to zobaczył.
Na najwyższym stopniu ganku siedziała mała, skulona postać, do połowy pokryta śniegiem.
Jack upuścił torbę. Wbiegł po schodach, ślizgając się po lodzie. „Lily?” – wysapał.
Postać się poruszyła. Drobna twarz uniosła się, blada, z zamrożonymi łzami na policzkach. Jej usta były sine. Miała na sobie tylko cienką bawełnianą piżamę z rysunkowymi pingwinami. Zadrżała tak mocno, że zęby jej dzwoniły.
„Tato?” – wyszeptała, a jej głos był ledwie głośniejszy od szeptu.
Część 2: Zamarznięte Dziecko