Na okładce była karteczka:
„Nie mogłem tego zrobić. Proszę, chroń go”.
„O mój Boże” – wyszeptałam. „Mój najdroższy, kogo byś porzucił?”
„Nie mogłem tego zrobić. Proszę, chroń go”.
Oczywiście nie odpowiedział, ale jego małe piąstki zacisnęły się jeszcze mocniej. Serce waliło mi w gardle. Podniosłam go i owinęłam w sweter. Moje dłonie były mokre i szorstkie. Mój mundur pachniał wybielaczem, ale to nie miało znaczenia.
„Mam cię” – powiedziałam, delikatnie biorąc go w ramiona. „Jesteś już bezpieczny. Mam cię”.
Drzwi łazienki zaskrzypiały, otwierając się za mną. W drzwiach stał mężczyzna, który wrósł w ziemię. Był kierowcą ciężarówki, wysokim i barczystym. Miał cienie pod oczami, jakby źle spał od kilku dni.
Jeśli chcesz kontynuować, kliknij przycisk pod reklamą ⤵️