Skinęłam głową.
W tym momencie wiedziałam, że nie ma już odwrotu.
Następnego dnia policja ponownie wezwała Javiera. Tym razem wezwali również mnie.
Po drugiej stronie pokoju przesłuchań patrzył na mnie z lodowatym niedowierzaniem.
„Co ty tu robisz?”
Bez słowa położyłam pendrive na stole.
Funkcjonariusze odtworzyli nagranie. Twarz Javiera zbladła. Opowiedziałam im wszystko: podsłuchaną rozmowę, plan górski, śmierć Marcosa, spotkanie z jego wujem.
W końcu Javier spojrzał na mnie i powiedział z goryczą:
„I wierzysz obcym bardziej niż własnemu mężowi?”
Wytrzymałam jego spojrzenie.
„Wierzyłam ci, dopóki nie usłyszałam na własne uszy, jak knujesz moją śmierć”.
Funkcjonariusze posunęli się naprzód. Z nagraniami, świadkami i dowodami rzeczowymi nie mógł już dłużej zaprzeczać.
Wyszłam z pokoju drżąc. W tym momencie moje małżeństwo się skończyło – nie emocjonalnie, ale całkowicie, oficjalnie, nieodwołalnie.
Javier został później oskarżony o usiłowanie zabójstwa, kradzież tożsamości i w związku ze śmiercią Marcosa. Moi teściowie byli zdruzgotani. Kiedy powiedziałam im prawdę, nie przeklęli mnie. Płakali. Teściowa w końcu kazała mi wyjść z domu, nie po to, żeby mnie ukarać, ale żeby mnie chronić.
Więc wróciłam do skromnego domu rodziców z walizką, a moje życie legło w gruzach.
Następnie nastąpił ostateczny zwrot akcji.
Podczas rutynowego badania lekarskiego lekarz spojrzał na mnie i powiedział:
„Pani Eleno, czy wiedziała pani, że jest pani w ciąży?”
Zamarłam.
Dziecko.
Po tylu latach. Po wszystkich tych terapiach. Po rozpadzie mojego małżeństwa. Życie wybrało właśnie ten moment, żeby się zacząć.