Ale na twarzach moich bliskich pojawił się psotny uśmiech, gdy wręczyłem im formularz zgłoszeniowy.
— Byliście już? — zapytała Inga, stojąc przy zlewie z łokciami w pianie mydlanej.
Uroczysta kolacja z okazji urodzin ojca zakończyła się pół godziny wcześniej.
Sprzedając część składników, sałatka jednak przetrwała.
Przy stole siedziała młoda dziewczyna o imieniu Vika, zajadająca resztki tortu Napoleona.
Obok niej, w fotelu, siedział jej mąż Lyonya, który czyścił zęby wykałaczką.
Matka, Tamara Pietrowna, była zajęta czajnikiem, co przyciągnęło wzrok Ingi.
— Ougyan, co miałeś powiedzieć? — Vika wzruszyła ramionami i zlizała bitą śmietanę z łyżki.
— Już postanowione; Lyonya i ja już znaleźliśmy drużynę. — Zburzymy ściany i powiększymy pokój dziecięcy.
— Przecież jesteśmy tylko we dwoje, nie potrzebujemy go już.
Inga wytarła ręce ręcznikiem papierowym.
Zgniotła go i wrzuciła do kosza.
— Mieszkanie babci — powiedziała.
— Które dwa lata temu całkowicie wyremontowałam za własne pieniądze.
— I przez pięć lat spłacałam koszty, bo „Wika ma kredyt hipoteczny, to dla niej trudne”.
— Czy twoje mieszkanie jest zarejestrowane na jego nazwisko?
Ojciec, Giennadij Łicz, siedzący na końcu stołu, poprawił okulary.