Nie chciał jej przy stole podczas rodzinnych posiłków ani nigdzie w pobliżu, gdy zjawiali się goście.
Wierzył, że ciąży na niej klątwa, a gdy Zainab skończyła dwadzieścia jeden lat, podjął decyzję, która miała roztrzaskać to, co pozostało z jej i tak już złamanego serca.
Pewnego ranka ojciec wszedł do jej małego pokoju — gdzie Zainab siedziała w milczeniu, przesuwając palcami po stronach starej, zniszczonej książki zapisanych alfabetem Braille’a — i położył jej na kolanach złożony kawałek materiału.
— Jutro wychodzisz za mąż — rzekł sucho. Zainab znieruchomiała. Te słowa nie miały żadnego sensu. Za mąż? Za kogo?
— To żebrak spod meczetu — ciągnął ojciec. — Ty jesteś niewidoma, on jest biedny.
— To dla ciebie idealny kandydat. — Poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy. Chciała krzyczeć, lecz z jej ust nie wydobył się żaden dźwięk. Nie miała wyboru. Ojciec nigdy jej go nie dawał.
Ciąg dalszy na następnej stronie