Powtarzające się słowa, które mnie niepokoiły
Dwa dni później. Potem trzy. Potem cały tydzień. Każdego ranka Emily mówiła coś podobnego: „Mamo, źle spałam”.
„Moje łóżko było za małe”.
„Czułam się, jakby ktoś mnie odpychał”. Pewnego ranka zadała mi pytanie, które zmroziło mi krew w żyłach: „Mamo… czy byłaś wczoraj w nocy w moim pokoju?”. Przykucnęłam i spojrzałam jej w oczy. „Nie. Dlaczego?”. Emily zawahała się. „Bo… czułam, jakby ktoś leżał obok mnie”. Wymusiłam śmiech i starałam się mówić spokojnie. „Śniło ci się. Mama spała z tatą całą noc”. Ale od tego momentu przestałam spać spokojnie.
Decyzja o zainstalowaniu kamery
Na początku myślałam, że Emily ma koszmary. Ale jako matka widziałam strach w jej oczach. Rozmawiałam z moim mężem, Danielem Mitchellem, bardzo zapracowanym chirurgiem, który często wracał późno do domu po długich dyżurach. Po wysłuchaniu mnie, uśmiechnął się lekko. „Dzieci sobie wyobrażają. Nasz dom jest bezpieczny… nic takiego nie mogło się zdarzyć”. Nie sprzeciwiałam się. Po prostu zainstalowałam kamerę. Małą, dyskretną kamerę w rogu sufitu sypialni Emily. Nie po to, żeby szpiegować córkę, ale żeby się uspokoić. Tej nocy Emily spała spokojnie. Łóżko było czyste.
Żadnych bałaganów.
Nic nie zajmowało miejsca. Odetchnęłam z ulgą. Do 2 w nocy. Ciąg dalszy na następnej stronie: