Publicité

„Pakuj swoje graty i wynoś się stąd!” krzyknęła teściowa, która przyszła wyrzucić Vikę z własnego mieszkania.

Publicité

„U ciebie, kochanie” – odpowiedziała nieznajoma, nagle podnosząc głos. „Pakuj się i wynoś się stąd! To mieszkanie mojego syna, nie twoje!”

Wika zamarła; klucze wypadły jej z rąk i z brzękiem upadły na podłogę. Jej umysł odmawiał pojmowania tego, co słyszała. Który syn? O czym ona mówi?

„Przepraszam, kim pani jest?” – mruknęła Wika, podnosząc klucze.

„Twoja teściowa, Klaudia Siemionowna!” – oznajmiła dumnie kobieta. „Matka Andrieja! I nie przyszłam tu po przeprosiny, tylko po to, żeby ci powiedzieć, że musisz opuścić czyjś dom!”

Wika poczuła, jak krew napływa jej do twarzy. Zuchwałość jej byłej teściowej była tak oszałamiająca, że ​​początkowo nie mogła znaleźć słów. Tymczasem Klaudia Siemionowna przecisnęła się obok przerażonej synowej i wyszła na korytarz. „Ale tu narobiłaś bałaganu” – syknęła kobieta, patrząc na schludnie ułożone buty. „Andrusza już mówiła, że ​​jesteś niechlujna, ale *aż tak* okropna…”

Wika otrząsnęła się z szoku i szybko poszła za nią, trzaskając drzwiami.

„Klaudia Siemionowna, natychmiast opuść moje mieszkanie!”

„Twoje mieszkanie?” – prychnęła teściowa. „Mój syn wspaniałomyślnie zostawił ci ten dom, skoro mógł sobie na niego pozwolić w połowie! A ty? Nawet mu nie podziękowałaś! Myślisz, że możesz tak traktować rodzinę?”

Teściowa weszła do pokoju i zaczęła rozglądać się po wnętrzu. Obmacała sofę, sprawdziła, czy na szafce nie ma kurzu, a nawet zajrzała do szafy.

„Meble to oczywiście graty, ale da się w nich mieszkać” – podsumowała kobieta. „Przyda się Andruszy, jak tylko znajdzie nową żonę”.

Wika podążyła za nieproszonym gościem, wciąż nie mogąc uwierzyć w to, co się dzieje.

„Naprawdę myślisz, że to mieszkanie należy do Andrieja?”

„Kogo innego?” – zdziwiła się Kławdia Siemionowna. „Mieszkaliście razem cztery lata, prawda? Zgodnie z prawem, wszystko, co nabyto w czasie małżeństwa, dzieli się na pół!”

„Mieszkanie kupiono przed ślubem! Za pieniądze rodziców!” – głos Wiki drżał z oburzenia.

„Musiałaś podrobić papiery” – machnęła ręką teściowa. – „Albo Andrusza, w swojej dobroci, wszystko przepisał na ciebie. Mężczyźni są tacy głupi; wierzą kobietom ze łzami w oczach”.

Kławdia Siemionowna otworzyła lodówkę i zaczęła przeglądać jej zawartość.

„Dobrze jesz, a nie oszczędzasz. A mój syn siedzi na wsi bez porządnej pracy. – Myślisz, że to sprawiedliwe?

Wika złapała teściową za rękaw płaszcza i odciągnęła ją od lodówki.

– Dosyć! Wynoś się natychmiast, bo wezwę policję!

– O, jakie to straszne! – zaśmiała się Kławdia Siemjonowna. – Na policję, no właśnie! A co im powiesz? Że twoja teściowa przyjechała odwiedzić synową?

– Była synowa! Rozwiodłam się z Andriejem!

– Rozwiedziona, rozwiedziona, ale długi pozostają – powiedziała przebiegle kobieta. – Myślisz, że nie wiem, że nadal jest ci winien pieniądze?

Wika była oszołomiona. Andriej nic jej nie zostawił. Wręcz przeciwnie, ciągle pożyczał drobne kwoty i nigdy ich nie oddawał. Ale o te kilka rubli nie warto było się kłócić.

„O jakich długach mówisz?”

„Właśnie o tym będziemy rozmawiać” – powiedziała z zadowoleniem Klaudia Semjonowna, siadając na sofie. „Usiądź, synowo, porozmawiamy po cichu…”

Wika niespokojnie chodziła po pokoju, szukając sposobu, by jak najszybciej pozbyć się natrętnego gościa. Wezwanie policji z powodu starszej kobiety wydawało się absurdalne, ale nie chciała tolerować takiego zachowania.

Publicité