To finansowe oderwanie czyniło Thorne'a zarówno wyjątkowym, jak i szczególnie niebezpiecznym. Był całkowicie pozbawiony typowych mechanizmów kontroli i równowagi społecznej – presji otoczenia, plotek sąsiedzkich i nadzoru kościelnego – z którymi niekiedy zmagali się nawet najokrutniejsi właściciele niewolników. Mieszkał na rozległej, zaniedbanej posiadłości, trzy mile na zachód od głównej drogi. Miejscowi nazywali ją po prostu „Thorne Place”, przymiotnikiem, który zawierał zarówno nazwisko właściciela, jak i subtelne, wszechobecne ostrzeżenie, by trzymać się z daleka. Do posiadłości można było dojechać tylko wąską, wyboistą, gruntową drogą, wijącą się między gęstymi, duszącymi skupiskami wiekowych dębów i sosen. Jazda tą drogą przypominała raczej pogrążanie się w prywatnym zapomnieniu niż poruszanie się drogą publiczną. Łóżka i zagłówki
Główny dom był skromnym, dwupiętrowym budynkiem, którego niegdyś nieskazitelna biała farba zszarzała i łuszczyła się od dwóch dekad poważnego zaniedbania. Co najbardziej niepokojące, większość okien na piętrze była szczelnie zamknięta przez cały rok, co nadawało domowi pusty, obojętny wygląd mauzoleum nawet w najjaśniejszych godzinach. Sam Thorne, mający teraz pięćdziesiąt osiem lat, był wychudzony, zgarbiony i wiecznie ubrany w ten sam ciemny, niedopasowany płaszcz, którego materiał był niebezpiecznie postrzępiony na łokciach. Miał odległy, pusty wygląd kogoś, dla kogo życie wewnętrzne i mroczne intrygi były nieskończenie bardziej realne niż otaczający go świat fizyczny. Nikogo nie zatrudniał; jego nieliczne pola leżały całkowicie odłogiem. Był bogatym pustelnikiem, ale jego izolacja nie była spokojną kontemplacją. Była to izolacja skrupulatnej, nieustępliwej obsesji.
Przed 1837 rokiem, w którym rozpoczął całkowite wycofanie się ze społeczeństwa, Thorne’a opisywano zupełnie inaczej. Właściciel lokalnego sklepu spożywczego wspominał młodszego Thorne'a jako towarzyskiego, pogodnego mężczyznę, głęboko zaangażowanego w życie lokalnej społeczności, który uczestniczył w każdym wydarzeniu towarzyskim i hojnie wspierał lokalny kościół. Miał piękną żonę Margaret i dwie małe córeczki. Jednak świat Thorne'a zawalił się w 1836 roku, kiedy cała jego rodzina
zginęła w niszczycielskim i katastrofalnym pożarze, który zniszczył ich pierwotny, centralnie położony dom.
Oficjalny raport koronera natychmiast uznał pożar za tragiczny wypadek, ale w kolejnych tygodniach powoli wyłaniały się głęboko niepokojące szczegóły. Pojawiły się niezbite dowody włamania oraz podejrzanego i celowego rozlania oleju do lamp. Co więcej, trzem rodzinom
niewolników z sąsiedniej posesji udało się uciec tej samej nocy, prawdopodobnie wykorzystując ogromny pożar jako sprytną dywersję. Moment był niemal zbyt idealny, by mógł być zbiegiem okoliczności.
Dowiedz się więcej
Oprogramowanie do zarządzania genealogią
Powieści historyczne
Ramy łóżek z listew
Gdy okoliczna społeczność skupiła swój jadowity gniew na zbiegłych rodzinach i rzekomej zdradzie zniewolonej ludności, ogromny żal Thorne'a przekształcił się w coś zimnego, systemowego i absolutnie przerażającego. Nie popadł po prostu w żałobę; rozpoczął obsesyjny projekt badawczy, który trwał dekady. Jego skrupulatnie prowadzone dzienniki, odkryte później przez federalnych śledczych, ujawniły manię, która pochłaniała go przez każdą chwilę przez piętnaście lat. Strony były pełne nazwisk – dziesiątek nazwisk – uporządkowanych w skomplikowane, ręcznie rysowane drzewa genealogiczne. Daty urodzenia, akty ślubu, transakcje dotyczące nieruchomości i akty zgonu były skrupulatnie zapisywane, uzupełniane i podkreślane. To nie był człowiek, który otrząsnął się po tragicznej stracie. Był to człowiek aktywnie planujący metodyczną i głęboko zakorzenioną zemstę, która nie miała absolutnie nic wspólnego z pracą na roli ani służbą domową, a wszystko ze zdobyciem i kontrolą nad jedną, konkretną linią krwi. Rodzina
Przejdź do następnej strony
Aby kontynuować czytanie, kliknij (DALEJ) poniżej!
Reklama