Spojrzałem na Lily.
Na miskę.
Potem odwróciłem się w jej stronę.
– Wybieram to, co widzę.
Otworzyła usta, lecz nic nie powiedziała.
Podniosłem miskę.
– Czy sama byś to zjadła?
Nie odpowiedziała.
– Czy dałabyś to komuś, kogo kochasz?
Wciąż nic.
To wystarczyło.
Położyłem na stole kopertę.
– Masz tu pieniądze – powiedziałem. – Wystarczy, byś znalazła w pobliżu małe mieszkanie.
Oczy jej się rozszerzyły. – Ty... Ty mnie wyrzucasz?
– Nie – odparłem cicho. – Chronię moją rodzinę.
Tej nocy w domu panowała cisza.
Ugotowałem świeży ryż, rybę i gorącą zupę.
Gdy postawiłem talerz przed Lily, zawahała się.
– Możesz jeść – powiedziałem cicho.
Spojrzała na mnie. – Naprawdę?
Skinąłem głową.
Wzięła kęs.
W jej oczach znów pojawiły się łzy.
– To... Bardzo dobre.
– Wiem – odparłem cicho.
Dziecko zaczęło płakać.
– Idę już – powiedziała, wstając.
Poszedłem za nią.
Trzymała naszego synka w ramionach, kołysząc go delikatnie w miękkim świetle.
Po raz pierwszy od tygodni...
Wydawała się spokojna.
Podszedłem bliżej, kładąc dłoń na jej ramieniu.
– Lily.
Podniosła wzrok.
– Przepraszam.
– Za co?