Staliśmy w hali odlotów międzynarodowego lotniska Newark Liberty, w terminalu B, otoczeni niespokojnym strumieniem podróżnych, poruszających się pospiesznie w jasnym świetle, które delikatnie odbijało się od wypolerowanej podłogi. Powietrze przesiąknięte było nieomylną mieszanką przypalonej kawy, drogich perfum i delikatnego, przemysłowego zapachu paliwa lotniczego napływającego z odległych pasów startowych. Ludzie mijali nas z walizkami na kółkach, z niespokojnymi spojrzeniami i mamrotanymi rozmowami, ale w tej chwili ciszy ogromny terminal zdawał się zanikać w małym świecie, w którym było nas tylko dwoje.
Paul Reynolds objął mnie ramionami z dramatyczną intensywnością i mocno przycisnął do piersi, tak że czułam jednostajny rytm bicia jego serca pod szytym na miarę płaszczem. Jego uścisk był ciepły, uspokajający, starannie wyćwiczony, niczym spektakl dopracowany latami czułych gestów, by wyrazić oddanie. „Wszystko będzie dobrze, Natalie” – wyszeptał cicho, przeczesując palcami moje włosy z rozmysłem i czułością. „Dwa lata w Londynie miną szybciej, niż myślisz, a ten awans to niezwykła szansa dla naszej wspólnej przyszłości, bo same korzyści finansowe zagwarantują wszystko, o czym rozmawialiśmy przez te wszystkie lata”.
Instynktownie przylgnęłam do niego, zaciskając palce na materiale jego płaszcza, a emocje wyraźnie malowały się na mojej twarzy.
„Będę za tobą tęsknić każdego dnia” – wymamrotałam cicho, a mój głos drżał z przekonującej wrażliwości. „Obiecaj mi, proszę, że będziesz do mnie dzwonić nieustannie, że zachowasz ostrożność i że dystans nigdy nie doprowadzi do zapomnienia”.
Paul delikatnie i uspokajająco uniósł mój podbródek i pocałował mnie długo w czoło, zachowując minę człowieka obciążonego konieczną ofiarą.
„Jesteś moim domem, Natalie” – odpowiedział z uroczystą szczerością. „Jedyne, o co cię proszę, to cierpliwość, wytrwałość i wiara, że wszystko, co chwilowo znosimy, ostatecznie zostanie nam wynagrodzone na zawsze”.
Skinęłam głową w milczeniu, a łzy spływały mi po policzkach pod ciekawskimi spojrzeniami nieznajomych, którzy byli świadkami czegoś, co wyglądało na emocjonalne pożegnanie oddanych sobie partnerów.
Obserwowałam, jak Paul pewnym krokiem zmierzał w stronę kontroli bezpieczeństwa, wyprostowany, z pewnymi ruchami, z bagażem podręcznym zwisającym lekko obok z pozorną pewnością. Tuż przed tym, jak zniknął całkowicie w gęstym tłumie przed sobą, odwrócił się na chwilę, uniósł rękę i pomachał po raz ostatni z teatralnym ciepłem.
Aby poznać wszystkie kroki gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ ze znajomymi na Facebooku.
Reklama