Rozdział 1: Koniec Zagubionych Dusz
Mówią, że krew jest gęstsza od wody, ale w sterylnym, jasnym świetle Międzynarodowego Portu Lotniczego w Dubaju odkryłam, że krew zamarza równie łatwo, jak płynie. W wieku sześćdziesięciu ośmiu lat stałam pośrodku Terminala 3, porzucona pozostałość życia, którego już nie rozpoznawałam. Wentylacja wydmuchiwała lodowate, przetworzone powietrze, które szczypało mnie w skórę i niosło ze sobą ciężki, mdły, słodki zapach perfum ze sklepów wolnocłowych i spalonych ziaren kawy.
Moja córka, Ranata, stała pięć kroków ode mnie. Nie wyglądała jak potwór; wyglądała, jakby wyszła prosto z reklamy szamponu – jej blond włosy odbijały światło lamp sufitowych, a drogi trencz idealnie opadał na jej ramiona. Ale jej oczy były jak drzazgi niebieskiego lodu. Trzymała moją zabytkową, brązową, skórzaną torebkę – ostatni prezent, jaki kiedykolwiek dała mi matka – mocno przyciśniętą do piersi niczym trofeum wojenne. „Jesteś pasożytem, mamo” – wyszeptała, a jej głos brzmiał jak ostry nóż pod wyćwiczonym, publicznym uśmiechem. „Wyczerpałaś moją energię, moje konto bankowe i moją cierpliwość po raz ostatni. Tata umarł, bo nie mógł już znieść twojej przeciętności. Próbował od ciebie uciec”.
Słowa uderzyły jak fizyczny cios. Mój mąż, George, zginął w wypadku samochodowym dwadzieścia pięć lat temu. Przez ćwierć wieku nosiłam w sobie ciężar jej urazy, przekonana, że to ja byłam kotwicą, która go przygniotła.
„Ranata, mój paszport… mój telefon jest w tej torbie” – wyjąkałam, a mój głos drżał jak suchy liść na wietrze.
Pochyliła się do przodu, a jej oddech pachniał miętą i złośliwością. „Uważaj to za pożegnanie z moim życiem. Baw się dobrze w Dubaju. Na własną rękę”.
Z ostatnim, mrożącym krew w żyłach uśmiechem odwróciła się i ruszyła w stronę bramek bezpieczeństwa. Zobaczyłam, jak jej sylwetka wtapia się w tłum i znika w świecie, do którego nie miałam dostępu. Byłam kobietą bez tożsamości, bez pieniędzy i z sercem, które szybko słabło. Poczułam mrowienie w palcach – sygnał ostrzegawczy przed rosnącym ciśnieniem. Świat zaczął się chwiać; złote łuki i luksusowe butiki wirowały w kalejdoskopie przerażenia.
Podeszłam do strażnika, a mój angielski łamał się z paniki. Spojrzał na mnie z mieszaniną nieufności i znudzenia. Byłam po prostu kolejną z tych starszych kobiet tracących rozum w obcym kraju.
Wtedy atmosfera się zmieniła. Padł na mnie cień, niosąc zapach drzewa sandałowego i starego pustynnego deszczu. W polu mojego widzenia pojawił się mężczyzna o nienagannie uczesanych srebrzysto-siwych włosach i garniturze, który kosztował więcej niż mój dom. Jego bursztynowobrązowe oczy wyrażały głębokie rozpoznanie, które zaparło mi dech w piersiach.
„Udawaj, że jesteś moją żoną” – wyszeptał niskim, władczym głosem. „Zaraz przyjedzie mój kierowca. Nie wahaj się.
Spojrzałem na niego, obcego o królewskiej postawie, a potem na strażników ściskających radia. „Dlaczego?” – złapałem oddech.
Pochylił się, wpatrując się w miejsce, gdzie zniknęła Ranata. „Bo twoja córka pożałuje, że cię tu zostawiła. Obiecuję ci to. Ale tylko jeśli natychmiast weźmiesz mnie za rękę”.
W tym momencie uświadomiłem sobie, że całe życie czekałem na ratunek ludzi, którzy rzekomo mnie kochali. Wszyscy zawiedli. Wyciągnąłem rękę i ująłem jego dłoń. Była ciepła, twarda i przypominała pierwszy twardy grunt, którego dotknąłem od dziesięcioleci.
„Zabierz mnie ze sobą” – powiedziałem.
Rozdział 2: Architekt Cieni
Samochód był opływowym, obsydianowym Mercedesem-Benz Maybach. Wnętrze było oazą kremowej skóry i polerowanego drewna orzechowego. Gdy światła lotniska w lusterku wstecznym zbladły i zamieniły się w złote smugi, uświadomiłem sobie swoją lekkomyślność. Siedziałem w samochodzie z mężczyzną, który mógł być kimkolwiek.
„Weź głęboki oddech, Denise” – powiedział, nie patrząc na mnie. „Twoje serce bije tak mocno, że kierowca je słyszy”.
„Skąd znasz moje imię?” – zapytałem, a mój głos znów stał się nieco bardziej stanowczy.
„Widziałem etykietę na twojej walizce, zanim twoja córka ją kopnęła” – odpowiedział spokojnie. „Nazywam się Khaled Rasheed. Mam 72 lata, jestem wdowcem od ośmiu miesięcy i prezesem globalnego imperium importowo-eksportowego. A teraz jestem mężczyzną, który desperacko potrzebuje partnera, który rozumie sztukę noszenia maski”.
Potem odwrócił się do mnie. Zobaczyłem cienką bliznę nad brwią i zmarszczki wokół oczu. To nie był człowiek, który grał w gry; to był człowiek, który prowadził wojnę. „Mój syn, Rasheed, próbuje dokonać zamachu stanu” – wyjaśnił Khaled, napinając głos. „Przedstawia mnie jako pogrążonego w żałobie, zniedołężniałego starca przed radą