Smak miedzi w ustach był pierwszą rzeczą, jaką poczułam, gdy świat przestał wirować. Był to gęsty, metaliczny zapach, który konkurował z ostrym smrodem wystrzelonych poduszek powietrznych i sykiem pary wydobywającej się z tego, co kiedyś było maską mojej Hondy. Nazywam się Rebecca Martinez i trzy tygodnie temu moje życie mierzono rytmicznym, bolesnym pulsowaniem złamanego obojczyka i ostrymi, kłującymi wspomnieniami trzech złamanych żeber.
Ratownicy medyczni byli sprawni, ich głosy rozmywały się niczym kliniczna natarczywość, gdy Szczęki Życia jęczały o poskręcany wrak mojego samochodu. Ciężarówka dostawcza uznała, że czerwone światło to tylko sugestia, uderzając mnie z prędkością sześćdziesięciu mil na godzinę. Kiedy przypinali mnie pasami do noszy, moja świadomość zamigotała jak dogasająca świeca, ale jedna myśl pozostała żarliwa: Emma.