Sposób, w jaki się spotkali.
Ledwo skrywana satysfakcja na ich twarzach.
To nie był impulsywny akt ani desperackie wyznanie.
To był teatr.
Chcieli mnie publicznie upokorzyć, przytłoczyć, zobaczyć, jak się załamuję.
I prawdopodobnie oczekiwali, że zareaguję desperacko – będę błagać Davida, żeby wrócił, zrobię wszystko, żeby uratować moje małżeństwo.
Szkoda, że nic nie wiedzieli o intercyzie.
Spędziłam weekend, obmyślając strategię.
Zadzwoniłam do Heleny wczesnym rankiem w poniedziałek, zanim poszłam do pracy.
„Marina, dziewczyno, ta umowa to prawnicze arcydzieło. Davidowi absolutnie nic się nie należy. Możemy sfinalizować rozwód w ciągu sześćdziesięciu dni, jeśli nie wyrazi sprzeciwu”. „A co, jeśli wyrazi sprzeciw?”
„Na czym to polega? Podpisał intercyzę. Wszystko jest zarejestrowane. Nie ma mowy o złamaniu zgody. Chyba że udowodni wymuszenie lub oszustwo, co jest niemożliwe. Wtedy jest w kropce”.
Pocierane.
David był w poważnych tarapatach, sam nie zdając sobie z tego sprawy.
„Heleno, chcę coś zrobić. Zadzwonię do nich i zaproponuję cywilizowaną rozmowę o rozwodzie. Chcę zobaczyć ich miny, kiedy dowiedzą się prawdy”.
„Marino, jesteś pewna? Może prościej będzie po prostu załatwić sprawę i mieć to z głowy”.
„Wierzę w to. Upokorzyli mnie publicznie. Chciałbym im się za to odwdzięczyć”.
Minęły trzy tygodnie od tamtego wieczoru w Terzo.
Przez trzy tygodnie David przychodził po resztę swoich rzeczy z mieszkania, zawsze w towarzystwie Beatrice, jakby potrzebował ochrony lub wsparcia moralnego. Przez trzy tygodnie mama dzwoniła codziennie, próbując załagodzić sytuację, jakby zdrada była nieporozumieniem, które można rozwiązać szczerą rozmową.
„Marino, kochanie, wiem, że jesteś zraniona, ale takie rzeczy po prostu się zdarzają. David zawsze był grzecznym chłopcem, a Beatrice jest w ciąży. Nie możesz myśleć o dziecku?
Pomyśl o dziecku.
Dziecko, którego moja siostra użyła jako pretekstu do kradzieży mojego męża – a wraz z nim mojego majątku.
„Mamo, nie będę o tym rozmawiać. Rozwodzimy się z Davidem. Kropka.”
„Ale Marina, zbudowaliście wspólne życie. Mieszkanie, plany…”
Ach tak. Mieszkanie. Plany.
Moja mama też była przekonana, że Davidowi należy się połowa wszystkiego.
Beatrice prawdopodobnie opowiadała całej rodzinie historie o tym, jaka jestem samolubna i małostkowa, bo nie przyjęłam zdrady z godnością.
W czwartym tygodniu zadzwoniłam do Beatrice.
Odebrała po dwóch dzwonkach, jakby czekała na mój telefon.
„Mari, to takie miłe z twojej strony, że dzwonisz. Naprawdę musimy porozmawiać.”
« Cześć Bee. Słuchaj, dużo o tym myślałam i myślę, że masz rację. Nie ma sensu chować urazy. Jesteśmy dorośli. Takie rzeczy po prostu się zdarzają. »
Cisza po drugiej stronie słuchawki.
Nie spodziewała się takiej reakcji.
„Naprawdę? Myślisz, że to… myślisz, że to w porządku?”
„Staram się to zaakceptować. Zakochałaś się, prawda? To nie była niczyja wina. A teraz trzeba myśleć o dziecku”.
« Wow, Mari. Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo się cieszę, słysząc to. David tak się martwił; myślał, że wywołasz dramat i skomplikujesz rozwód. »
Skomplikujesz rozwód.
Jakie to interesujące.
Jakbym to ja była tą skomplikowaną osobą w tej historii.
„Wcale nie. Czy możemy się spotkać, żeby porozmawiać w przyzwoity sposób o tym, jak możemy wszystko rozwiązać bez kłótni? Po prostu załatwić sprawy jak dorośli. Może znowu zjeść razem kolację, ale żeby wszystko zakończyć, a nie po to, żeby robić niespodzianki”.
Beatrice zaśmiała się nerwowo.
„Oczywiście, to byłoby fantastyczne. David będzie z tego bardzo zadowolony. Bał się, że… no cóż, zrobisz awanturę”.
„Nie, wyobraź sobie. Awantura po co? Spotkajmy się znowu w Terzo, bo tam się wszystko zaczęło. W sobotę wieczorem”.
„Idealnie. Mari, nie wyobrażasz sobie, jak ważne to dla nas jest, zwłaszcza teraz, gdy dziecko jest w drodze”.
Odłożyłam słuchawkę z uśmiechem.
Sobotni wieczór zapowiada się ciekawie.
Bardzo ciekawie.
Spędziłam kolejne dni na przygotowaniach, niczym aktorka ćwicząca do najważniejszej roli w swoim życiu.
Wybrałam strój: elegancką czarną sukienkę, która emanowała powagą i opanowaniem.
Ćwiczyłam przed lustrem spokojny i zrezygnowany wyraz twarzy, który chciałam zachować przez całą rozmowę.
Helena uznała ten pomysł za ryzykowny.
„Marina, jesteś pewna, że tego chcesz? Może lepiej będzie po prostu powiadomić ich przez prawnika”.
„Heleno, upokorzyli mnie publicznie. Zaplanowali wszystko, żeby mnie zemdlić przed restauracją pełną ludzi. Zasługują na takie samo traktowanie”.
„A co, jeśli coś podejrzewają?”
„Niczego nie będą podejrzewać. Są bardzo…