„Rozmawiałaś już z mamą o pełnomocnictwie?” – zapytała kiedyś. „Wiesz, jaka ostatnio jest zapominalska”.
„Wydaje mi się, że wszystko z nią w porządku” – odpowiedziałam.
„Myślę tylko o przyszłości, kochanie. Musimy chronić jej rzeczy”.
To była chciwość – nic innego jak chciwość. Moja mama zdradziła swoją, a teraz zdradziła mnie. O wschodzie słońca moje oczy były zaczerwienione ze zmęczenia, ale myśli jasne. Zawołałam ją spokojnym głosem.
„Mamo? Pójdziemy na kawę? Mam dla ciebie coś ważnego”.
„O co chodzi, kochanie?” Jej głos brzmiał zmartwiony i przesłodzony. „Wszystko w porządku? Wyglądasz na wyczerpaną”.
„Nic mi nie jest. Chodzi o babcię. Zostawiła ci coś. Powiedziała, że mam ci to dać, „kiedy nadejdzie właściwy czas”.
„Och!” Gorliwość w jej głosie sprawiła, że ścisnęło mnie w żołądku. „Oczywiście, kochanie. Gdzie się spotkamy?”
„Może w cichej kawiarni na Mill Street?”
„Idealnie. Jesteś taką troskliwą córką, Emerald. Zupełnie inaczej niż ja traktowałam własną matkę”.
Ironia była bolesna. „Druga” – powiedziałam i zakończyłam rozmowę.
Tego popołudnia, gdy weszła, zadzwonił dzwonek nad drzwiami kawiarni. Jej wzrok natychmiast padł na moją torbę leżącą na stole.
Miała na sobie swoją ulubioną czerwoną marynarkę – tę, którą trzymała na ważne okazje.
Usiadła, sięgnęła przez porysowany drewniany stół i wzięła mnie za rękę. „Wyglądasz na taką zmęczoną, kochanie. To musi być dla ciebie bardzo trudne. Ty i twoja babcia byliście nierozłączni”.
Po prostu skinęłam głową i położyłam przed nią zapakowany pakunek. W środku znajdowały się puste kartki papieru, a na nich dwa listy: notatka od babci: „Wiem, co zrobiłaś” i notatka, którą sama napisałam.