Vanessa interweniowała, nie odrywając wzroku od telefonu.
„Tak, właśnie. A posiłki, które gotowała? Jaka szkoda!”
Ethan się roześmiał.
„Moja firma wchodzi na giełdę w przyszłym miesiącu” – kontynuował. „Mój zespół twierdzi, że lepiej być singlem. Lepszy wizerunek niż być mężem kogoś takiego jak ty”.
Emily spojrzała na niego.
„Więc teraz źle wpływam na cenę twoich akcji?”
„To interesy. Nie zrozum mnie źle”.
Poklepał po papierach.
„W intercyzie jest napisane, że nic nie dostaniesz. Ale jestem hojny”.
Wyciągnął czarną kartę kredytową i przesunął ją po stole.
„Mam pieniądze. Wystarczająco, żebyśmy mogli się przeprowadzić. A ty możesz zatrzymać stary samochód”.
Prawnik obok niego odchrząknął.
—Samochód, technicznie rzecz biorąc...—
„Niech go zatrzyma” – warknął Ethan. „Jestem miły”.
Znów się uśmiechnął.
„Proszę bardzo”. Podpisz. Mam rezerwację na kolację.
Emily spojrzała na dokumenty… Potem na kartkę.
Dwa lata temu nie był taki.
Zmagał się i ledwo dawał radę utrzymać swój startup. Słuchała go, układała sobie życie, wierzyła w niego, gdy nikt inny tego nie robił. On nawet wykorzystał własne oszczędności, żeby utrzymać firmę.
Teraz to już nie miało znaczenia.
„Naprawdę myślisz, że chcę twoich pieniędzy?” zapytał cicho.
„Wszyscy chcą pieniędzy. Zwłaszcza ci, którzy nic nie mają”.
Pryknął.
„Podpisz”.
Emily sięgnęła do torby.
Ethan spiął się.
Ale ona właśnie wyciągnęła tani długopis.
„Nie chcę twoich pieniędzy” powiedział cicho. „I nie chcę samochodu”.
Podpisał się starannie:
Emily Reed Carter.
Treści promowane „To wszystko.
Jesteś wolna”.
Ethan uśmiechnął się z zadowoleniem.
„Dobrze. Cieszę się, że rozumiesz, gdzie jest twoje miejsce”.
Vanessa lekko klasnęła w dłonie. „Wow. To było niemal dramatyczne”.
Emily nie odpowiedziała. Wstała, podniosła torbę...
Zobacz ciąg dalszy na następnej stronie