Publicité

Ponieważ uznano ją za niemożliwą do wydania za mąż, jej ojciec wydał ją w 1856 r. za mąż za najsilniejszą niewolnicę, Virginię.

Publicité

Nienawidziłem jego argumentacji. „Czy mogę się z nim zobaczyć?” Naprawdę z nim porozmawiać, zanim sami podejmiemy tę decyzję? „Oczywiście”. Jutro.

Następnego ranka przyprowadzili Josiaha do domu. Siedziałem przy oknie w salonie, gdy usłyszałem ciężkie kroki w korytarzu.

Drzwi się otworzyły, wszedł mój ojciec, a Josiah musiał się schylić – dosłownie – żeby przejść przez próg.

Boże, jaki on był ogromny! Prawie metr osiemdziesiąt wzrostu, muskularny i potężnie zbudowany, jego ramiona ledwo dotykały framugi drzwi, a dłonie miał poparzone od pracy w kuźni, która zdawała się kruszyć kamienie.

Miał pomarszczoną twarz, gęstą brodę, a jego oczy rozglądały się po pokoju, ignorując mnie.

Stał tam, z lekko pochyloną głową i założonymi rękami, w pozie niewolnika w domu białego człowieka. Przydomek „Bestia” był w pełni zasłużony; wydawał się zdolny zburzyć dom gołymi rękami.

Wtedy mój ojciec przemówił: „Josiahu, to moja córka Elilapar”. Spojrzał mi w oczy na chwilę, a potem spuścił wzrok na podłogę.

„Tak, proszę pana”. Jego głos był zaskakująco łagodny, głęboki, a zarazem spokojny, wręcz czuły. „Elilaparze, wyjaśniłem sytuację Josiahowi”. Rozumie.

„Zaopiekuje się tobą”. Mój głos zadrżał.

„Josiahu, czy rozumiesz, co proponuje mój ojciec?” Spojrzał na mnie przelotnie. „Tak, młoda damo”. Będę twoim mężem. Będę cię chronił, będę ci pomagał.

„I zgodziłaś się na to?” Wydawał się zdezorientowany, jakby pojęcie zgody było mu obce. Chórzysta dodał: „Musiałem, młoda damo”. „Ale czy naprawdę tego chcesz?” To pytanie przyprawiło go o dreszcz.

Jego ciemnobrązowe oczy spotkały się z moimi, zaskoczone i łagodne, a na jego twarzy malowała się bezradność. „Ja… wiem, czego chcę, proszę pani”. Jestem niewolnikiem. Nie mam żadnych nawyków. Prawda jest brutalna i sprawiedliwa.

Mój ojciec zamknął drzwi i powiedział: „Może lepiej będzie, jeśli porozmawiamy sami. Idę do gabinetu”. Potem wyszedł i zamknął drzwi, zostawiając mnie samą z ogromnym, siedmionogim niewolnikiem, który miał zostać moim mężem. Nie rozmawialiśmy godzinami.

W końcu zapytałam go, wskazując na krzesło przede mną: „Chcesz usiąść?”.

Josiah przyjrzał się delikatnemu meblowi. Uniósł haftowane poduszki, a potem spojrzał na siebie. „Nie sądzę, żeby to krzesło mnie utrzymało, proszę pani”.

„A jest jeszcze sofa”. Ostrożnie usiadł na jej krawędzi. Nawet siedząc, był ode mnie znacznie wyższy.

Jego dłonie spoczywały na kolanach, a każdy palec był małym, zrogowaciałym, widocznym guzkiem.

„Boi się pani mnie, proszę pani?”. „A powinnam?”. „Nie, proszę pani. Nie zrobię pani krzywdy, przysięgam”. „Nazywam cię potworem”. Zadrżałam. „Tak, proszę pani”. Z powodu mojej postury i dlatego, że wyglądam przerażająco.

Nigdy nikogo nie skrzywdziłam, to oczywiste. „Ale mogłabyś, gdybyś chciała”. „Mogłabym”, powiedziała, patrząc na mnie ponownie, „ale nie zrobię tego”. Nie dla ciebie. Nie dla kogoś, kto na to nie zasługuje.

Coś w jej oczach – smutek, rezygnacja, łagodność, która nie pasowała do jej wyglądu – przekonało mnie. „Josiah, chcę być z tobą szczera. Nie chcę tego bardziej niż ty prawdopodobnie chcesz. Mój ojciec jest zdesperowany. Nie jestem w wieku odpowiednim do zamążpójścia.

Ale jeśli to zrobimy, muszę wiedzieć: Czy jesteś niebezpieczny?” „Nie, proszę pani”. „Czy jesteś okrutny?” „Nie, proszę pani”. „Czy zrobisz mi krzywdę?”

„Absolutnie nie, proszę pani”. Przysięgam na wszystko, co jest mi drogie. Jego szczerość była niepodważalna; wierzyłam mu. Potem zadałem kolejne pytanie.

„Umiesz czytać?” Pytanie sprawiło, że zadrżał. Strach przemknął mu przez twarz; niewolnikom w Wirginii nie wolno było czytać. Ale po dłuższej chwili odparł spokojnie: „Tak, proszę pani”. Pomyślałem sobie: „Wiem, że to zakazane, ale… nie mogłem się powstrzymać”.

Publicité