Rozległ się dźwięk młotka.
Ostry, ostateczny dźwięk rozbrzmiał w sali sądowej, ustępując miejsca ciężkiej ciszy.
„Winny. Sąd orzeka karę dożywotniego pozbawienia wolności”.
Głos sędzi Lenory Kline był stanowczy i pewny siebie. To nie był jej pierwszy wyrok dożywocia i to było widać.
W sali szybko poruszali się ludzie.
Prokurator zamknął akta.
Obrońca spuścił głowę.
Komisarz zrobił krok naprzód.
Kolejna sprawa. Kolejne zakończenie.
Tylko że… nie miało.
Prośba, która nie powinna nic znaczyć.
Carter Halston stał w swoim pomarańczowym mundurze, z skutymi nadgarstkami i napiętymi, ale nie złamanymi ramionami. Przygotowywał dokumenty sądowe.
Przełknął ślinę.
„Wysoki Sądzie… Rozumiem werdykt”.
Jego głos był ochrypły, ale opanowany.
„Nie proszę pana o zmianę czegokolwiek”.
Pauza.
„Mam tylko jedną prośbę”.
Sędzia Kline spojrzał na niego uważnie.
„Proszę kontynuować”.
„Mój syn urodził się w zeszłym tygodniu” – powiedział Carter.
„Jeszcze go nie trzymałem. Ani razu”.
Jego wzrok szybko przesunął się na tył sali.
„Czy mógłbym go potrzymać… na chwilę?”
Sąd się waha
Sędzia nie odpowiedział od razu.
To nie była standardowa procedura. Ale też nie było to niebezpieczne.
Odwrócił się lekko w stronę komornika.
„Jeśli dziecko jest obecne” – powiedział – „i ochrona może je monitorować, dam mu minutę”. Służby Ochrony Dziecka
Nie chodziło o litość.
Oto, jak dowiedzieć się więcej, więc kliknij link (>), jeśli nie podoba Ci się to na Facebooku.