Potajemnie pojechałam do naszego domu na wsi, żeby dowiedzieć się, co robi tam mój mąż. Kiedy otworzyłam drzwi, ogarnęło mnie przerażenie…
Mój mąż, Mark, i ja mamy mały domek na wsi. Kiedyś jeździliśmy tam prawie co weekend. Sadziliśmy kwiaty, pracowaliśmy w ogrodzie, grillowaliśmy mięso i po prostu uciekaliśmy od miejskiego zgiełku.
Ale pewnego dnia wszystko się zmieniło. Mark zaczął ciągle odwoływać wyjazdy. Czasem miał pilną pracę, czasem był zmęczony, bolała go głowa albo mówił: „inny dzień”. Na początku nie zwracałam na to uwagi.
Dopóki pewnego dnia nie zadzwoniła do mnie sąsiadka ze wsi.
„Hej” – powiedziała swobodnie – „widziałam wczoraj twojego męża w domu”.
Na początku nie rozumiałam, o czym mówi.
„Musiałaś się pomylić” – odpowiedziałam. „Był cały dzień w pracy”.
„Nie, jestem pewna. Wyszedł z domu i spędził dużo czasu, wynosząc rzeczy z samochodu” – powiedziała spokojnie.
Rozłączyłam się, ale w głębi duszy wszystko się zapadło. Natychmiast powróciły najgorsze myśli. Dlaczego tam był i nic mi nie powiedział? Dlaczego ukrywał swoje podróże? I co najważniejsze: co właściwie tam robił?
W następny weekend Mark znowu powiedział, że nigdzie się nie wybiera.
„Może pójdę sam, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza” – zasugerowałam ostrożnie.
Od razu się spiął.
„Nie” – powiedział zbyt szybko. „Nie chcę, żebyś tam jechała. Wolałbym, żebyś została w domu”.
W tym momencie wszystko zrozumiałam. Gdyby nie działo się nic dziwnego, nie zabroniłby mi tego. Kiedy Mark wyszedł z domu, postanowiłam za nim pójść. Wsiadł do samochodu i pojechał w stronę wioski.
Poczekałam chwilę, a potem poszłam za nim.
Kiedy zbliżałam się do domu, serce waliło mi jak młotem. Ręce mi drżały; czułam, że robię coś strasznego, ale nie mogłam się powstrzymać. Podeszłam do drzwi, wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka.