„Moja córka…” mruknął. „Moja mała Salomé…”
To, co wydarzyło się później, zmieniło wszystko.
Salomé puściła dłoń pracownika socjalnego i powoli podeszła do ojca.
Nie biegła. Nie krzyczała.
Każdy krok wydawał się wymierzony, jakby ćwiczyła tę chwilę tysiąc razy w myślach.
Julien wyciągnął do niej skute kajdankami ręce.
Dziewczynka podeszła bliżej i przytuliła go.
Przez całą minutę żadne z nich nic nie powiedziało.
Strażnicy obserwowali ich z kątów pokoju.
Pracownica socjalna wpatrywała się w telefon, nie zwracając na niego uwagi.
Potem Salomé nachyliła się do ucha ojca i coś wyszeptała.
Nikt inny nie usłyszał jego słów, ale wszyscy widzieli efekt.
Julien zbladł.
Całe jego ciało zaczęło drżeć. Łzy, które cicho spływały mu po policzkach, przerodziły się w szloch, od którego drżała mu pierś.
Spojrzał na córkę z mieszaniną przerażenia i nadziei, że strażnicy nigdy tego nie zapomną.
„Czy to prawda?” zapytał łamiącym się głosem. „Czy to, co mówisz, jest prawdą?”
Skinęła głową.
Julien wstał tak gwałtownie, że krzesło upadło na podłogę.
Strażnicy rzucili się do przodu, ale nie próbował uciekać.
Krzyczał. Krzyczał z siłą, której nie okazywał od pięciu lat.
— Jestem niewinny!
Zawsze byłem!
Teraz mogę to udowodnić!
Strażnicy próbowali oddzielić dziewczynkę od ojca, ale ona przylgnęła do niego z siłą nieoczekiwaną dla jej wieku.
„Czas, żeby prawda wyszła na jaw” — oznajmiła Salome wyraźnym i zdecydowanym głosem.
Pomieszczenie zamarło. Nawet stara neonówka na suficie zdawała się przestać migotać.
Pułkownik Bernard zrobił krok naprzód.
„Która prawda?” — zapytał ściszonym głosem.
Salome odwróciła się do niego, nie puszczając skutej dłoni ojca.
— Tej nocy, kiedy mama umarła… Nie spałam. Chowałam się za schodami. Widziałam, jak ktoś idzie za tatą.
Po pokoju przeszedł szmer.
Julien zamknął oczy, jakby każde słowo przynosiło bolesną ulgę.
— Powiedz im, kochanie — wyszeptał.
— To nie on — kontynuowała dziewczynka. — Ten mężczyzna miał na sobie czarne rękawiczki. Miał bliznę w tym miejscu.
Dotknęła swojego prawego policzka.
Bernard wymienił spojrzenia ze starszym strażnikiem. W aktach świadek wspomniał o mężczyźnie, którego widziano w cieniu, ale nie odnotowano żadnych szczegółów fizycznych.
— Dlaczego nigdy tego nie powiedziałeś? — zapytał życzliwie pułkownik.
Salome spuściła wzrok.
— Bo mnie widział. Powiedział, że jeśli się odezwę, mój ojciec i tak umrze… i ja też.
Zapadła ciężka cisza.
Zrozpaczona pracownica socjalna zakryła usta dłonią.
„A dlaczego teraz?” – zapytał ponownie Bernard.
Dziewczynka spojrzała mężczyźnie prosto w oczy.
— Bo przyszedł wczoraj.
Wszyscy zamarli.
— KTO?
— Ten sam mężczyzna. Powiedział mi, że dzisiaj to wszystko się wreszcie skończy… że nikt nigdy nie pozna prawdy.
Serce Bernarda zamarło.
— Rozpoznałaś go?
Salome skinęła głową.
— On tu pracuje.
Starszy strażnik nagle zbladł.
— To niemożliwe…
Ale Bernard zrozumiał. Zapomniany szczegół, sfałszowany podpis w starym raporcie, nazwisko, które zbyt często pojawiało się w aktach sprawy.
Powoli się odwrócił.