— Kapitanie Roux, zamknąć więzienie. Nikomu nie wolno wychodzić.
Następne minuty mijały w kontrolowanym tempie. Funkcjonariusza zatrzymano w korytarzu administracyjnym. W jego szafce znaleziono parę czarnych rękawiczek… i nóż ze starymi śladami, którego nigdy nie zbadano.
Wyrok zawieszono.
Trzy miesiące później, w jasnej sali sądowej, ogłoszono werdykt.
Julien Morel był niewinny.
Prawdziwy sprawca, były strażnik, który był obecny na miejscu zbrodni w noc zbrodni, działał w celu zatuszowania nieudanego napadu. Skazanie Juliena było niczym więcej niż tragiczną pomyłką, spowodowaną strachem i pochopnym działaniem.
Kiedy Julien opuścił gmach sądu, Salomé pobiegła za nim.
Tym razem nie było kajdanek.
Uklęknął i mocno ją przytulił, nie mogąc wydusić z siebie słowa. Pułkownik Bernard obserwował scenę z dystansu. Po raz pierwszy od dawna jego wzrok nie był zmęczony, lecz spokojny.
„Uratowałaś ojca” – powiedział do dziewczynki.
Salome delikatnie pokręciła głową.
— Nie… Powiedziałam tylko prawdę.
Tego wieczoru Julien i jego córka zjedli razem kolację w małym, wciąż pustym, ale jasnym mieszkaniu.
Bez ścian, bez krat. Tylko spokojna cisza nowego życia.
I po raz pierwszy od pięciu lat zegar przestał odliczać.
To po prostu oznaczało powrót czasu.
REKLAMA