Rozdział 1: Alarm o północy
Fluorescencyjne cyfry zegara cyfrowego na mojej kuchence mikrofalowej migały, wskazując 2:47. W małym, ciasnym mieszkaniu typu studio w Seattle panowała cisza, zakłócana jedynie rytmicznym bębnieniem listopadowego deszczu o jedyne okno. Spałam głęboko, wyczerpana pracą na dwie zmiany w firmie księgowej. Pracowałam po sześćdziesiąt godzin tygodniowo od czterech lat. Każda nadgodzina, każdy pominięty lunch, każdy odmówiony urlop to była cegła, którą dokładałam do budowy swojej przyszłości.
Miałam trzydzieści cztery lata. Nie miałam męża. Nie miałam dzieci. Ale miałam cel: dwupokojowe mieszkanie z widokiem na Puget Sound. Zaoszczędziłam 45 000 dolarów na zaliczkę. To było moje sanktuarium, moja ucieczka od przytłaczającego lęku związanego z wynajmem i nieustannego poczucia bycia pozostawioną w tyle przez rówieśników.