Ogarnęło mnie zimne, przerażające przeczucie. To nie była nagła choroba. To nie był tragiczny wypadek.
Słysząc w oddali wycie syren, byłam pewna, że to miejsce zbrodni. To nagły przypadek medyczny, który miał się przerodzić w pełnowymiarowe śledztwo kryminalne.
Rozdział 2: Idealna Matka
Korytarz izby przyjęć w Szpitalu Pediatrycznym St. Jude’s był rozmazany przez ostre jarzeniówki i pospieszne, skrzypiące kroki pielęgniarek.
Siedziałam skulona na twardym plastikowym krześle w poczekalni, moje ciało drżało niekontrolowanie, a ubranie wciąż było wilgotne od potu z czystego przerażenia. Spędziłam ostatnią godzinę płacząc, modląc się i desperacko próbując wymazać z pamięci obraz bladej, bezwładnej twarzy Lily, podczas gdy zespół lekarzy walczył z jej stabilizacją na sali urazowej za ciężkimi, podwójnymi drzwiami.
Automatyczne drzwi przesuwne głównego wejścia na SOR nagle się otworzyły.
Chloe wpadła jak burza.
Nie miała na sobie piżamy. Nie wybiegła z łóżka w panice. Przybyła godzinę po moim rozpaczliwym, krzykliwym telefonie, w pełnym makijażu, z idealnie ułożonymi włosami, w obcisłej, czerwonej sukience koktajlowej i na wysokich szpilkach. Wyglądała, jakby została bezceremonialnie odciągnięta od randki, a nie pobiegła do łóżka umierającej córki.
Jej wzrok przeskanował korytarz, zatrzymując się na dwóch umundurowanych policjantach, którzy stali kilka kroków ode mnie i przygotowywali się do złożenia zeznań.
I w ułamku sekundy Chloe się przemieniła.
Zirytowana, uciszana celebrytka zniknęła. Wydała z siebie nagły, dramatyczny, teatralny wyraz twarzy.