Rozdział 1: Niezapowiedziana inwazja
Przynieśli swoje walizki i swoje prawa, domagając się darmowej przejażdżki w domu, który budowałem krwawiąc i pocąc się. Myśleli, że mój uprzejmy uśmiech oznacza kapitulację. Nie wiedzieli, że witam ich po prostu w hotelu ciężkich lekcji, gdzie godzina wymeldowania jest absolutnie obowiązkowa.
Był wtorkowy wieczór pod koniec października. Powietrze na zewnątrz było rześkie, a ja po wyczerpującej, dziesięciogodzinnej zmianie w biurze architektonicznym pragnąłem tylko zapaść się w głęboką, aksamitną sofę z kieliszkiem Pinot Noir i wsłuchać się w absolutną, błogą ciszę mojego domu.