Stałem w cieniu strzelistej, odrestaurowanej stodoły w Cedar Grove Estate, miejscu, którego otwarcie drzwi wejściowych kosztowało pięćdziesiąt tysięcy dolarów. Nade mną potężne kryształowe żyrandole rzucały ciepłą, złotą poświatę na trzysta najbardziej elitarnych osobistości, polityków i potentatów biznesowych stanu. Powietrze było gęste od szumu drogich perfum, brzęku kryształów Baccarat i cichego, szemrzącego szumu performatywnego bogactwa.
Nie rozmawiałem z moim ojcem, Richardem, od prawie dwóch lat.