„Widziałam to” – powiedziałam. „Ethan myśli, że martwię się o opinię publiczną. Że martwię się o wpływy”.
„Chcesz wnieść pozew o zniesławienie?”
„Nie. To zajmie za dużo czasu. Chcę, żebyś natychmiast otworzył rachunek powierniczy. Wpłacił na niego dwa miliony z Funduszu Płynnościowego Rowan”.
„Dlaczego?”
„Sporządź notatkę dla dyrektora ds. kadr w Stonegate” – powiedziałam. „Powiedz im, że w związku z obecnym kryzysem płynności spowodowanym nadmiernym zadłużeniem zarządu, poprzednia beneficjentka, Ella Bishop, niezależnie utworzyła fundusz ochrony wynagrodzeń. Jeśli Stonegate nie wypłaci pensji w piątek, ten fundusz automatycznie wypłaci pensje wszystkim pracownikom niebędącym kadrą kierowniczą”.
„Podkreśl, że to osobisty prezent, a nie pożyczka, i że zarząd nie jest w to zamieszany. A potem przekaż notatkę na ten sam blog, z którego korzystał Ethan”.
Maryanne milczała przez chwilę. „Boże, Ella” – powiedziała cicho. „Całkowicie przejęłaś ich strategię PR. Jeśli odmówią pieniędzy, wyjdą na potwory. Jeśli je przyjmą, przyznają, że nie mogą zapłacić pracownikom. A wtedy ty będziesz wyglądać jak wybawicielka”.
„Dokładnie” – powiedziałam.
Do godziny 14:00 sytuacja całkowicie się odwróciła.
Na artykuł napłynęły reakcje, pracownicy chwalili fundusz ochrony płac i zastanawiali się, dlaczego to nie dyrektor finansowy zabezpieczał ich pensje.
Kampania oszczerstw Ethana zakończyła się całkowitą porażką.
Ale ostateczny cios tego popołudnia zadał łańcuch dostaw.
O godzinie 15:00 odebrałam telefon od prezesa Titan Concrete, dostawcy Stonegate do projektu Phoenix. Posiadałam dwunastoprocentowy udział w Titan za pośrednictwem spółki-słupka – wystarczający, by wywierać wpływ na kluczowe decyzje dotyczące ryzyka kredytowego. „Pani… Rowan — powiedział — znał mnie tylko jako przedstawiciela firmy inwestycyjnej — mamy problem ze Stonegate. Jutro żądają ogromnego depozytu dla Fundacji Phoenix. Twierdzą, że finansowanie jest zabezpieczone.
„Nie jest to pokryte” — odparłem szorstko. „Jako akcjonariusz niniejszym oficjalnie informuję, że Stonegate jest w okresie naruszenia umowy. Jeśli wylejecie ten beton, to będziecie wlewać pieniądze w czarną dziurę”.
„Mamy taką politykę” — powiedział prezes. „W przypadku klientów, którzy nie wywiązują się ze zobowiązań, wymagamy zgody większościowego akcjonariusza klienta na dalsze udzielanie kredytów. I… czy oni mają taką zgodę?”
„Nie” — odpowiedziałem. „Nie mają”.
„Wtedy ciężarówki nie będą jeździć” — powiedział.
„No tak”.
Projekt Phoenix padł.
Bez betonu nie było fundamentów.
Bez fundamentów nie było budowy. Odchyliłem się i obserwowałem drobinki pyłu tańczące w popołudniowym słońcu. Byłam zajęta rozwalaniem imperium mojego ojca kawałek po kawałku – nie młotem kowalskim, a telefonami i plikami PDF.
Znowu rozległ się dźwięk dzwonka.
Sprawdziłam monitor.
Moja mama. Znowu.
„Nie pozwolę ci wejść na górę, Diane” – powiedziałam przez interkom.
„Proszę, Ella” – błagała zniekształconym głosem. „Przestań. Dowiodłaś, o co ci chodzi. Nie rób sceny. Nie rób z tego dramatu”.
„Nie dam rady, mamo” – powiedziałam. „Mam już dość udawania małej”.
Odcięłam dopływ prądu.
Mój telefon zawibrował, gdy przyszedł SMS.
Lauren: Spotkajmy się. W Starling Coffee na Czwartej Ulicy. Natychmiast. Mam te pliki. Chwyciłam płaszcz i torebkę.
Starling Coffee to ciche, industrialno-szykowne miejsce dziesięć ulic dalej. Neutralny grunt.
Kiedy wszedłem, zobaczyłem Lauren siedzącą w kącie z tyłu, w czapce baseballowej i okularach przeciwsłonecznych, niczym szpieg z kiepskiego filmu. Usiadłem naprzeciwko niej.
Wyglądała okropnie. Blada, drżącymi rękami ściskała papierowy kubek.
„Wyglądasz na zmęczoną” – powiedziałem.
„Nie spałam” – wyszeptała Lauren.
Przesunęła po stole grubą kopertę manilską.
„Proszę. Tego właśnie chciałeś”.
Jeszcze jej nie otworzyłem.
„Dlaczego?” – zapytałem cicho. „Dlaczego głosowałeś razem z nimi? Znam cię. Nie obchodzi cię firma. Bronisz mnie, kiedy ich nie ma. Dlaczego podniosłeś rękę?”
Lauren wpatrywała się w swoją kawę. „Caleb wie” – powiedziała ledwo słyszalnie.
„Wiesz co?”
„Chodzi o hazard” – powiedziała. „Nie tylko mojego męża. Ale i mój”.
Zamarłam.
„Twoje?”
Skinęła głową, a spod okularów przeciwsłonecznych spływały jej łzy.
„Próbowałam odzyskać to, co on stracił” – wyznała. „Wpadłam w długi – wysoko oprocentowane pożyczki od ludzi, których wolałabym nie znać. Caleb dowiedział się o tym sześć miesięcy temu. Spłacił ich z firmowych pieniędzy. Powiedział, że jeśli kiedykolwiek mu się postawię, powie o tym tacie. Pokaże mu dowody”.
„Nie miałabym już pieniędzy. Ella, mam dzieci. Nie dałabym rady”.
Lodowa wściekłość