„Pozywamy was” – oznajmił Caleb, zwracając się do niezależnych członków zarządu. „Za handel poufnymi informacjami i manipulację rynkiem. Mamy dowody na to, że wykorzystywaliście poufne informacje zarządu do sprzedaży akcji spółki na krótko oraz że zmówiliście się z dostawcami, aby zaszkodzić naszej wiarygodności kredytowej”.
„To postanowienie powoduje konflikt interesów. Jako pozwany w toczącym się procesie przeciwko firmie, nie jesteście prawnie upoważnieni do wykonywania praw głosu ani wpływania na decyzje zarządu do czasu rozstrzygnięcia sprawy”.
W sali zapadła cisza.
To był podły podstęp – klasyczny ruch. Oskarżenie mnie o sabotaż, zamrożenie mojej reputacji, a następnie gorączkowe pożyczanie pieniędzy od pożyczkodawców, podczas gdy sądy zmagały się z tym bałaganem.
Graham nieco się rozluźnił. W jego oczach pojawił się błysk ulgi.
„Nie jesteś tu mile widziana, Ella” – powiedział, odzyskując pewność siebie. „Nie powinnaś tu przebywać”. „Proszę, wyjdź, w przeciwnym razie ochrona cię wyprowadzi”.
Spojrzałam na Caleba.
Promienieje.
Myślał, że wygrał.
Nie ruszyłam się z miejsca.
„Maryanne” – powiedziałam – „czy otrzymaliśmy tę skargę?”
„Tak” – odpowiedziała beznamiętnym głosem. „Jakieś dziesięć minut temu, cyfrowo”.
„A zarzut opiera się na fakcie, że działałam w oparciu o poufną wiedzę dotyczącą kondycji finansowej firmy?”
„Tak brzmi oskarżenie”.
Odwróciłam się z powrotem do Caleba.
„Dziękuję” – powiedziałam. „Właśnie podpisałeś na siebie wyrok śmierci”.
Jego uśmiech zniknął.
„Aby udowodnić handel poufnymi informacjami” – wyjaśniłam – „musisz udowodnić, że informacje, na podstawie których działałam, były prawdziwe. Musisz udowodnić, że firma miała problemy finansowe i że wykorzystałam tę wiedzę”.
„Składając ten pozew, w istocie prawnie potwierdziłeś, że kryzys płynności jest realny. Przyznałeś, że niewypłacalność jest istotnym faktem”.
Caleb wodził wzrokiem tam i z powrotem.
„A skoro przyznałeś, że kryzys jest realny”, kontynuowałem, „aktywowałeś klauzulę „istotnego niekorzystnego zdarzenia” w umowie akcjonariuszy”.
Skinąłem głową do Maryanne.
Położyła rękę na grubej teczce, której pilnie strzegła.
„Co więcej”, powiedziałem, „każdy urzędnik, który złoży skargę prawną, która okaże się bezpodstawna lub złożona w złej wierze w celu utrudnienia pracy zarządu, natychmiast traci swoją „dobrą reputację”.
„To nie byle co”, krzyknął Caleb. „Manipulowała dostawcami…”
„Egzekwowałem umowy”, odpowiedziałem. „Mam e-maile. Znaczniki czasu”. „Każde moje działanie było reakcją na spowodowane przez ciebie niewypłacalności”.
„I mam na to dowód”.
Otworzyłem portfolio i sięgnąłem po plik e-maili, które dała mi Lauren. E-maile, z których wynikało, że Caleb polecił działowi księgowości sztucznie zawyżać wartość gruntów Phoenix. E-maile, z których wynikało, że ukrywał długi Thety.
„To dowód na to, dlaczego tak postąpiłem” – powiedziałem, przesuwając plik dokumentów w stronę niezależnych członków zarządu. „Nie manipulowałem rynkiem. Chroniłem firmę przed dyrektorem finansowym, który fałszował księgi”.
Samuel Vance założył okulary i przeczytał pierwszego e-maila, a potem kolejnego. Jego twarz poszarzała.
„Caleb” – powiedział Samuel ściszonym głosem – „czy zezwoliłeś na ponowną wycenę działki Phoenix bez wyceny?”
„To jest szkic” – wyjąkał Caleb. – „Tylko analiza scenariusza”. To nie była wersja ostateczna”.
„Data na tym e-mailu jest sprzed trzech miesięcy” – odpowiedział Samuel. „Te liczby są w raporcie kwartalnym, który podpisaliśmy. Przedstawiłeś to bankowi”.
„To zmyślone” – krzyknął Caleb, wskazując na mnie. „Udawała. Kłamie. Wolałbyś wierzyć tej zgorzkniałej, niezrównoważonej kobiecie niż swojemu dyrektorowi finansowemu?”
Rozejrzał się rozpaczliwie.
Spojrzał na Grahama.
„Tato, powiedz im” – błagał. „Powiedz im, że to wymyśliła”.
Graham spojrzał na dokumenty.
A potem na Caleba.
Wyglądał na… zagubionego.
Chciał wierzyć swojemu synowi. Ale ogarnęły go wątpliwości.
„Potrzebujemy potwierdzenia” – mruknął Graham. „To jej słowo przeciwko jego”.
„Nie” – powiedziałem. „To nie moje słowo”.
Odwróciłem się do Lauren.
Siedziała zupełnie nieruchomo, z dłońmi tak mocno zaciśniętymi na stole, że aż zbielały jej kostki. Niewidzialny biskup – ten, który nigdy się nie odzywał – siedział na beczce prochu.
„Lauren” – powiedziałem cicho.
Caleb gwałtownie odwrócił głowę w jej stronę.
„Lauren, nie waż się” – warknął. „Nie mów ani słowa”.
Ethan zrobił krok naprzód.
„Lauren, zamknij się”.
Lauren spojrzała na Caleba – brata, który spłacił jej długi hazardowe i który teraz trzymał ją jak pętlę nad głową. Spojrzała na Grahama – ojca, który ignorował jej ból, bo nie miał dla niego znaczenia.