Graham spojrzał na mnie, a potem na podarte resztki listu o przeniesieniu.
„Miałeś rację” – powiedział cicho. „Co do iluzji”.
Opadł z powrotem na krzesło.
„Co teraz?” – zapytał.
Nie zadał tego pytania jako przewodniczący.
Zadał je jak ktoś, kto nie umiał już prowadzić.
Podszedłem do stołu i położyłem przed nim nową propozycję.
„Teraz” – powiedziałem – „mamy firmę”.
„Prawdziwą”.
Zdjąłem skuwkę z długopisu i uniosłem go w górę.
„Podpisz, Graham. Potem weźmiemy się do pracy”.
Podpisał.
Ale spotkanie jeszcze się nie skończyło.
Cisza, która nastąpiła po odejściu Caleba, nie była spokojem. To było dzwonienie w uszach po wybuchu.
„Masz podpis” – powiedział Graham głucho. – „Masz zwolnienie”. „Czy to już sfinalizowane?”
„Akcja ratunkowa jest w pełnym toku” – powiedziałem, wskazując na audytorów. „Ale zarząd dopiero zaczyna. Nie łatamy dziury w kadłubie, Graham. Zmieniamy rozkazy kapitana”.
Mój księgowy podłączył laptopa do projektora. Pojawił się slajd – nie wykres wzrostu, a mapa przetrwania.
„W oparciu o dane wewnętrzne” – oznajmiłem – „Stonegate Meridian ma wskaźnik dźwigni finansowej osiem do jednego. Standard branżowy wynosi trzy do jednego”.
„Jeśli będziemy kontynuować z Tampą lub Phoenix, w ciągu dziewięćdziesięciu dni naruszymy najważniejsze umowy. Banki zażądają spłaty pożyczek. To oznacza likwidację. To oznacza koniec”.
„Ale potrzebujemy wzrostu” – argumentował Ethan od progu, po powrocie do środka. Jego głos nie brzmiał już tak chełpliwie jak zwykle. „Jeśli przestaniemy budować, rynek o nas zapomni”.
„Rynek wstrzymuje wypłacalność” – powiedziałem. „W tej chwili wjeżdżasz Ferrari prosto w wąwóz, bo podoba ci się dźwięk silnika. Przyszedłem odebrać ci kluczyki”.
„Pakiet kapitałowy, który zatwierdzam, obejmuje piętnaście milionów dolarów w postaci bezpośredniej płynności” – kontynuowałem. „Ale te pieniądze są przeznaczone na określony cel. Są przeznaczone wyłącznie na działalność operacyjną, płatności dla dostawców i ochronę płac. Ani centa nie idzie na nowe przejęcia ani premie dla członków zarządu”.
„Dusisz nas” – wyszeptał Graham. „Zmieniasz dewelopera w firmę zarządzającą nieruchomościami. Kładziesz kres naszym marzeniom”.
„Zachowuję rzeczywistość” – powiedziałem. „I nie proszę o pozwolenie”.
„Musisz” – zaprotestował Graham, poprawiając krawat. Powróciła nuta dawnej arogancji. „Możesz być wierzycielem, Ella. Mogłaś zmusić Caleba do odejścia. Ale to wciąż demokracja akcji. „The Bishop Family Trust posiada 51 procent akcji z prawem głosu. Możemy przyjąć wasze pieniądze, ale odrzucić waszą strategię. Przyjmijcie pieniądze i i tak zagłosujcie za planami dla Tampy”.
Rozejrzał się wokół stołu i zebrał myśli.
„Proponuję, żebyśmy przyjęli finansowanie” – powiedział – „ale odrzucili moratorium na rozbudowę. Znajdziemy sposób, żeby liczby się zgadzały. Zawsze nam się to udaje”.
Spojrzał na Ethana. Na Lauren. Na niezależnych członków zarządu.
„Czy wszyscy są za?” – zapytał.
„Nie” – odparł Samuel.
„Nie” – zgodziła się Elena.
„Nie” – powiedział Marcus.
„Więc głosujecie przeciwko prezesowi?” – zapytał Graham.
„Głosujemy za firmą” – odpowiedział chłodno Samuel. „Widzieliśmy e-maile, Graham. Nie możemy popierać strategii opartej na oszustwie”. „To trzy głosy” – powiedział Graham, blednąc. „Ale blok rodzinny ma ogromny ciężar. Ethan? Lauren?”
„Ja… tak” – powiedział słabo Ethan.
„Nie” – odpowiedziała Lauren wyraźnie i zdecydowanie.
Graham gwałtownie odwrócił głowę w jej stronę.
„Lauren”.
„To koniec, tato” – powiedziała. „Nie pójdę za to do więzienia”.
„Remis” – warknął Graham. „A jako przewodniczący mam decydujący głos. Propozycja przyjęta. Bierzemy pieniądze i budujemy Tampę”.
Spojrzał na mnie z pogardą.
„Widzisz, Ella? Możesz wynająć pokój, ale nie jesteś właścicielką domu. Bierzemy twój kapitał i prowadzimy ten biznes po swojemu”.
Uśmiechnęłam się.
Wciąż grał według starych zasad.
„Mylisz się, Graham” – powiedziałam cicho.
Wziąłem pojedynczą kartkę papieru z datą z wczoraj.
„Zakładasz, że Bishop Family Trust nadal posiada większość praw głosu” – powiedziałem. „Zapominasz o umowie o akcje uprzywilejowane serii B”.
„Członkowie klasy B nie mieli prawa głosu” – warknął. „Byli w rękach funduszy emerytalnych. Teachers' Alliance. Nie mieli nic do powiedzenia”.
„Zgadza się” – powiedziałem. „Chyba że nastąpi zmiana władzy w wyniku kryzysu płynności trwającego dłużej niż trzy dni robocze”.
„Kryzys zaczął się w czwartek. Czas skończył się wczoraj o piątej. Od dziś rano inwestorzy instytucjonalni mają prawo głosu”.
„A ponieważ ja jestem kapitałem ratunkowym