Publicité

Sala weselna restauracji „Złoty Paw”

Publicité

Sala weselna w restauracji Golden Peacock była udekorowana tak, jakby każdy szczegół został wykonany ręcznie. Pozłacane lustra, żyrandole z prawdziwymi świecami, śnieżnobiałe obrusy i soczyste bukiety róż na każdym stole – wszystko emanowało luksusem. Goście pana młodego zajęli już centralne miejsce, śmiejąc się serdecznie i dyskutując o najnowszych lokalnych wydarzeniach, przekonani o swojej wyższości. Dla kontrastu, orszak weselny wyglądał skromnie. Kilkoro dalszych krewnych, przyjaciół i ciocia Zoja, z którą Alina spędziła ostatnie tygodnie przygotowań, próbowało się uśmiechnąć, choć atmosfera była napięta.

Nowożeńcy byli w centrum uwagi. Alina, cicha i delikatna, z lekko pochyloną głową i rozwianymi blond włosami, trzymała w dłoniach bukiet skromnych białych róż. Jej oczy błyszczały wzruszeniem i nutą niepokoju. Artem, wysoki i pewny siebie, poprawiał garnitur z pewnym niepokojem. Czuł, że wszystkie oczy są zwrócone na niego, ale szczególnie na nią.

Mistrz ceremonii rozpoczął ceremonię toastu. Leonid, ojciec pana młodego, przemówił pierwszy. Mówił o tradycjach, silnej rodzinie, przyszłości i spadkobiercach. Jego słowa były miłe, ale w jego głosie tliła się nuta protekcjonalności. Następnie Tamara Giennadiewna wręczyła klucze do apartamentu – gest ten miał podkreślić status i bogactwo rodziny pana młodego.

W końcu nadszedł czas na prezent od ojca panny młodej. Mistrz ceremonii wypowiedział te słowa nieco niezręcznie, jakby ostrzegał gości, że wydarzy się coś niezwykłego. Wiktor Stiepanowicz wstał. Jego ruchy były powolne i rozważne, jakby przygotowywał się do tej chwili od dawna. Koperta, którą trzymał, była prosta, biała, bez ozdób, wstążek ani kartek. Podszedł do córki i powiedział cicho:

⏬ Ciąg dalszy na następnej stronie ⏬

Publicité