Zatrzymałem się, nie oglądając się za siebie.
„Będziesz dostawał dwa tysiące dolarów miesięcznie, Curtis” – powiedziałem spokojnie. „Sugeruję, żebyś nauczył się gospodarować budżetem. Albo może znalazł pracę. Słyszałem, że zawsze są wolne miejsca dla opiekunów. To może cię nauczyć, co to znaczy naprawdę troszczyć się o innych”.
Wyszedłem na zewnątrz. Słońce wydawało się nierealne. Powietrze pachniało świeżością, nie z powodu pieniędzy, choć to miało znaczenie, ale dlatego, że w końcu nadeszła sprawiedliwość.
Wsiadłem do samochodu. Nie było już miejsca na łzy, ale na początek czegoś nowego. Odjeżdżając, zobaczyłem Curtisa w lusterku wstecznym: zataczając się, wychodził z budynku, krzycząc do telefonu, obwiniając kogoś innego.
Uśmiechnąłem się.
Jego uśmiech zniknął na zawsze.
Mój dopiero się pojawił.