Mąż wyrzucił mnie z domu i zamknął drzwi – a ja stałam w ulewnym deszczu, boso, z ciążowym brzuchem. Deszcz padał nieubłaganie, chłód wnikał w skórę, a drewniany ganek był śliski od wody. Moje cienkie ubranie przylegało do ciała, włosy lepiły się do twarzy, a w dłoniach nie czułam już ciepła.
Za mną były drzwi – te same, które Michael zatrzasnął dziesięć minut wcześniej, mówiąc spokojnie:
„Jeśli chcesz się kłócić, zostań na zewnątrz. Może nauczysz się szacunku”.