Tej nocy Mateo został na sofie w salonie. Rodrigo nie zaproponował mu swojego pokoju, a on o niego nie prosił. Wpatrywał się w sufit w ciemności. Myślał, że jego matka jest w jakiejś chacie, której nie znał, i wymawia jej imię. I pomyślał o Don Filiberto, starym sąsiedzie, który zawsze wiedział więcej, niż mu powiedział. Będzie go szukał jutro. Don Filiberto Cruz otworzył drzwi, zanim Mateo skończył pukać, jakby czekał w środku, albo jakby lata wyostrzyły jego słuch do tego stopnia, że słyszał najważniejsze kroki.
Zmierzył go wzrokiem od stóp do głów, zmrużył oczy i powoli skinął głową z tą oszczędnością gestów, jaką mają starzy ludzie, gdy nie muszą już niczego ukrywać. Wiedział, że przyjdą, powiedział: „Proszę”. W domu pachniało czarną kawą i starym drewnem. Na ścianie przy wejściu wisiały narzędzia, przy drzwiach stała para zabłoconych butów, a na kuchennym stole leżała popielniczka z zgaszonym papierosem. Don Filiberto nie był człowiekiem udziwnień.
Usiedli. Staruszek nalał kawy, nie pytając, czy Mateo chce. Postawił ją przed nim i od razu przeszedł do rzeczy. „Widziałeś już swoich rodziców?” „Nie dzisiaj”. „Rodrigo mówi, że są na ranczu”. „Nie, mówi, że ich przysłał”. Don Filiberto wziął kubek w obie dłonie. „Widziałem, jak wyjeżdżali jakieś pięć lat temu. Było wcześnie. Dzisiaj ich nie widziałem. Stał tam pickup pełen rzeczy. Twoja matka stała przy oknie sypialni”. Zrobił pauzę. Mateo płakał.
Nie ze wzruszenia, płakał innymi łzami. Mateo otworzył kubek, ale nic nie powiedział. Zapytałem Rodriga tego samego popołudnia. Powiedziałem, że loro tylko podejmuje decyzję, że miasto jest niewygodne, że ranczo jest dla nich dobre. Powiedział to bardzo spokojnie, bardzo pewnie. Staruszek patrzył na niego uważnie. Zbyt spokojnie dla kogoś, kto nie ryzykuje zbycia i suoi genitori. Kiedyś byłeś ich odwiedzić na ranczu. Come nell'anno in cui fue, Don Filiberto ostrożnie postawił filiżankę na stole.
Mateo, to, co tam zobaczyłem, nie było tym, co opisał Rodrigo. To był drewniany dom ze starym piecem i obrotowym drewnianym płotem. Twój ojciec słabł i powiedział, że widział ciebie, a twoja matka się zatrzymała. Chwila wytchnienia. Twoja mama złapała mnie za ramię, kiedy wychodziłem. Zapytałem, czy wie coś o tobie, czy cię widziałem, czy dobrze się czujesz. W kuchni na chwilę zapadła cisza. Na zewnątrz w oddali zaszczekał pies. Nie wiedziała, dlaczego jej nie odwiedzamy.
Don Filiberto kontynuował. Rodrigo powiedział mu, że sam prosiłeś o nieprzyjmowanie gości, że się wstydzisz i chcesz być sam, że podpisałeś to. Mateo podniósł wzrok. Nigdy tego nie podpisałem. Przegrałem. Staruszek powoli wstał, podszedł do szuflady obok zlewu i wyjął złożoną kopertę. Dlatego ją zachowałem. Położył go na stole. Mateo go otworzył. Była to kserokopia, rozmazana na brzegach, ale czytelna w środku. Oficjalny dokument z więzienia z członkiem personelu więziennego, sprzed 6 lat, z linijką: „Stażysta nie powinien desiderare ricevere visita familiari di nessun type.
Poniżej znajduje się podpis: jego imię, jego nazwisko, jego rubryka lub qualcosa, który wyglądał bardzo podobnie”. Mateo przez kilka sekund bez słowa przyglądał się aziencie. Czy dobrze znasz tę azientę? Pieczątka była odbita w permessi scolastici, nei contratti di lavoro, nell'atto della sua prima auto. Tak, nie została odczytana. Była to imitacja curata, wystarczająco dobra, by zaimponować osobie nieumiejącej na nią patrzeć, ale niewystarczająca, by zaimponować samemu właścicielowi. Skąd to masz? – zapytał cicho. Znajomy, który pracował w więzieniu, przekazał mi to lata temu.
Wydaje się dziwne, że tak szybko po tym, jak to się stało, tak szybko się stało. Dał mi to, bo kiedyś miało się przydać. Don Filiberto usiadł ponownie. Domyślam się, jak wyglądał ten dzień. Mateo skopiował kserokopię i powoli schował ją do torby swojej camicii. Z jego troską właśnie znalazł pierwszy element tego, czego nie umiał zbudować. „Koniecznie trzeba jechać na ranczo” – powiedział. Don Filiberto skinął głową, jakby i on to już wiedział.
Mogę cię dzisiaj zabrać, mamo, przygotuj się, chłopcze. Jeśli spojrzał w górę, to ze względu na klucze wiszące obok drzwi. To, co zobaczyłem, nie było łatwe. Ciężarówka Dona Filiberta była stara, bardziej niezawodna, jak on sam. Wyjechali z Guadalajary po południu, kiedy ruch w mieście zaczynał się uspokajać. Przez pierwsze 40 minut wciąż stały tam domy, sygnalizacja świetlna, sklepy z kolorowymi szyldami. Potem miasto powoli się przerzedzało, niczym rozmowa, której zabrakło słów, aż pozostała tylko otwarta przestrzeń i niebo nad głową.
Mateo wpatrywał się w okno bez słowa. Don Filiberto również niczego nie wymuszał. Był jednym z tych ludzi, którzy wiedzieli, że milczenie bywa czasem bardziej pożyteczne niż cokolwiek, co można powiedzieć. To Mateo odezwał się pierwszy, gdy jechali już godzinę. „Od jak dawna o tym wszystkim wiesz?” Stara myśl przed odpowiedzią. Sciabola sc