Drżącą ręką przekręciłam klamkę i otworzyłam drzwi.
Zamarłam.
W małym pokoju siedziała młoda kobieta – ledwie dwudziestoletnia, może mniej – na brzegu idealnie pościelonego łóżka. Kiedy mnie zobaczyła, jej oczy rozszerzyły się, a dłoń położyła na okrągłym brzuchu. Była w ciąży.
„Jesteś… Emily, prawda?” wyszeptała.
Ziemia zdawała się zapadać pod moimi stopami. W sekretnej farmie Daniela była kobieta, która znała moje imię.
Chwyciłam się framugi drzwi. „Kim jesteś?” wyszeptałam.
„Maya Collins” – odpowiedziała.
To imię nic mi nie mówiło, ale coś w jego głosie przyprawiło mnie o gęsią skórkę.
„Skąd mnie znasz?”
Jego wzrok padł na moją obrączkę. „Daniel często o tobie mówił”.
Ból był natychmiastowy. „Znałaś mojego męża?” »
Skinęła głową. « Od prawie dwóch lat. »
Usiadłam ciężko na starym krześle. « Opowiedz mi wszystko. »
Maya uderzyła się w brzuch. Opowiedziała mi, jak poznali się w barze, w którym pracowała, o cotygodniowych wizytach Daniela, o jego obrączce, którą schował. Powiedziała mi, że zerwała z nim, kiedy dowiedziała się, że jest żonaty. Błagał ją, mówiąc o skomplikowanym małżeństwie, o uczuciu duszenia się.
Potajemnie założył to miejsce rok wcześniej. Płacił rachunki, robił zakupy i przyjeżdżał dwa razy w tygodniu. Chciał trzymać tę farmę z dala od « swojego innego życia ».
« A co z dzieckiem? » zapytałam.
« Sześć miesięcy. »
Staraliśmy się o dziecko od lat. Na próżno. Zdrada była całkowita.
Zapytałam go, dlaczego nie wyszło po śmierci Daniela.
Ma twarz w stanie rozkładu. „Bo ktoś tu jest przed tobą”.
Mężczyzna o imieniu Caleb, prawdopodobnie pracownik Daniela. Przeszukał dom, szukając czegoś, i groził jej nieśmiało. Daniel powiedział jej, że jeśli Caleb się pojawi, powinna trzymać język za zębami i do niego zadzwonić. Ale Daniel nie żył.
Pomału jedno stawało się jasne: Maya nie ukrywała się tylko ze wstydu. Bardzo się bała.
„Nie zostaniesz tutaj” – postanowiłam. „Przygotuj swoje rzeczy”.