Faza 6. Dom przestał być domem. Zamki, walizka i dokumenty.
Najpierw wróciłam do mieszkania. Nie dlatego, że „uciekałam”, ale dlatego, że wiedziałam, że atak zaraz się zacznie.
Najpierw wymieniono zamki (usługa przebiegła szybko; numer telefonu zachowałam na wszelki wypadek).
Potem teczka z dokumentami: akt własności mieszkania był na moje nazwisko. Kupiłam je przed ślubem, a Staś „zainwestował w remont” – to znaczy, wybrał tapetę i powiedział wszystkim: „zrobiliśmy to sami”.
Potem przyszła walizka. Starannie włożyłam do niej rzeczy Stasia: dokumenty, koszule, laptopa, ładowarki.
Nie z nienawiścią, ale z jasnością.
Czterdzieści minut później zadzwonił dzwonek do drzwi.
„Otwieraj!” krzyknęła Taisija Pawłowna. „Zwariowałaś!” »
Staś uderzył pięścią w stół:
– Kisiusza, porozmawiajmy! Nie rób głupot!
Otworzyłem, ale nie drzwi. Wizjer. I powiedziałem spokojnie:
« Twoje rzeczy są w walizce. Możesz je odebrać jutro. Z prawnikiem lub bez – jak chcesz. Nie możesz wejść do mieszkania, dopóki oficjalnie nie załatwimy sprawy.»
« Wyrzucasz męża?! » krzyknęła teściowa.
« Wyrzucam tego faceta, który przyszedł do mnie z „delegacją” i kazał mi podać się do dymisji» – odpowiedziałem. — «Mąż to ktoś, kto chroni. Nie ktoś, kto chowa się za spódnicą matki».
Przez chwilę za drzwiami panowała cisza. Potem Taisija Pawłowna warknęła:
– Zniszczymy cię.
Uśmiechnąłem się, nie gniewnie, lecz ze zmęczeniem.
— Spróbuj. Ale tym razem własnym kosztem.