Zachichotał z wyższością — śmiech szybko przeszedł w niepokój.
— „Inne sprawy? Ty? Ty przecież nie potrafisz nawet chodzić!”
Elena zamknęła oczy. Na chwilę.
A kiedy je otworzyła, jej spojrzenie było pewne, spokojne. Nie było w nim złości. Tylko naga prawda.
I wtedy, powoli, odsunęła koc z nóg, rozwiązała laskę i usiadła.
Jeden krok.
Drugi krok.
Dźwięk był cichy, ale cięższy niż wszystkie słowa, które padły dotąd.