Hotel Grand Aurora w centrum Minneapolis tego wieczoru lśnił jak królewski pałac.
A w samym jego sercu byłem ja.
Nazywam się Brandon Cole. Miałem być panem młodym, którego wszyscy zazdrościli, w czarnym smokingu obok kobiety, którą świat uważał za moją miłość: Melissy Davenport, dziedziczki potężnej rodziny Davenport – nazwiska synonim bogactwa, finansów i nieruchomości w Środkowym Zachodzie. Ich wpływy były legendarne, a arogancja jeszcze większa.