Na miejscu: zrobimy wszystko. Każdą kwotę. Każdą cenę. Każdą nieprzespaną noc. Po prostu żyj.
„Jeśli będzie trzeba, sprzedam samochód” – powiedział Siergiej.
„I zastawię mieszkanie” – powiedziała Swietłana bardzo poważnie.
„Zrobił dla nas więcej niż ktokolwiek inny” – powiedziałem powoli. „Teraz nasza kolej”.
Lekarz wyszedł i wypowiedział zdanie z korytarza, po czym zapadła cisza:
„To jest opcja. Ale to skomplikowane. Musimy zacząć bardzo szybko”.
„Którą?” – zapytał wujek Petru, zaciskając pięść.
„Potrzebujesz kogoś z podstawowymi parametrami. Jest szansa tylko wtedy, gdy ktoś dokładnie pasuje do twojego profilu”.
Wszystko było zrobione z wyprzedzeniem. Bez słów. Bez wahania.
Na analizę. Irytacja. Długie godziny oczekiwania. Ja, współpracowaliśmy, to nas zszokowało.
W końcu nasza trójka nie była tylko „krewnymi”. Medycznie byliśmy tak samo kompatybilni, jak krewni. Szanse były nikłe. Ale to było możliwe.
Lekarz po prostu przeszedł się po szlakach: