Wychował jedenaścioro dzieci, które nie były jego biologicznymi dziećmi.
Wujek Petru stał na korytarzach, niesiony na plecach, jakby postarzał się z dnia na dzień.
„Wspominał o was wszystkich” – powiedział cicho. „Zapytał, czy możecie przyjść”.
„Jesteśmy” – powiedział ktoś. „Wszyscy”.
Wprowadzali nas pojedynczo. W pomieszczeniu panowała cisza. Było blado. Ale kiedy byliśmy gotowi, dozownik…
„Boże, było ich tak wiele…” – wyszeptał. „Moje dzieci…”