Wstydziłam się iść na ślub syna, bo moje ubrania były stare. W kościele wielu gości się ze mnie naśmiewało, ale to, co zrobiła moja przyszła synowa, zszokowało wszystkich.
Wstydziłam się iść na ślub własnego syna. Wiedziałam, że moje ubrania są znoszone i niemodne, i że wśród tylu eleganckich gości będę wyglądać nie na miejscu. Nie miałam jednak wyboru.
Jestem prostą sprzedawczynią w sklepie z owocami i warzywami. Mam skromną pensję, ale zawsze zachowywałam godność. Wychowywałam syna samotnie i zawsze byłam dumna z tego, jakim się stał człowiekiem. Nigdy nie żyliśmy w luksusie, ale żyliśmy uczciwie i zawsze znałam swoje miejsce na tym świecie.
Kiedy mój syn powiedział mi, że jest zakochany i chce poślubić młodą kobietę z bogatej rodziny, byłam głęboko wzruszona. Cieszyłam się jego szczęściem, ale zastanawiałam się, jak mogłabym im pomóc w organizacji ślubu, skoro ledwo starczało nam na życie.
Przez trzy miesiące poprzedzające ślub źle spałam. Martwiłam się wszystkim: wydatkami, przygotowaniami i faktem, że mój jedyny syn wkracza w dorosłość. Ale jedno pytanie dręczyło mnie bardziej niż inne: co założę w tym wielkim dniu?
W młodości miałam tylko jedną zieloną sukienkę. Prostą, skromną sukienkę, którą nosiłam w każdym ważnym momencie mojego życia. Miałam ją na sobie, gdy urodził się mój syn. Miałam ją na sobie na jego ukończeniu szkoły. I pomimo pragnienia czegoś innego, musiałam założyć tę starą sukienkę na jego ślub.
Kiedy weszłam do kościoła, krewni panny młodej natychmiast zaczęli szeptać:
„Boże, czy to matka pana młodego?”
„Mogłaby założyć coś bardziej stosownego… Jaki wstyd, jej syn się żeni, a ona jest tak ubrana…”