Rzeki. Wstęgi latarni ulicznych. Wieże, niczym szklane noże osadzone w ciemności. To twoje miasto w sensie prawnym, twój horyzont w sensie finansowym, twoje nazwisko w oczach prasy finansowej. A jednak nagle całe imperium wydaje ci się zbiorem wypolerowanych powierzchni, odbijających człowieka, do którego już nie masz zaufania.
„Wiesz, dlaczego to robię?” pytasz, wciąż patrząc w okno.
Nikt nie odpowiada.
„Dlaczego znikam co kilka miesięcy, a potem wracam na swoje terytorium, przebrany za człowieka, którym każdy może sobie pozwolić na pogardę?”
Głos Arthura brzmi ostrożnie. „Sam mówiłeś, że to daje ci perspektywę”.
Odwracasz się.
„Cofasz się o krok?” powtarzasz. „Tak to nazywasz?”
Nikt się nie rusza. „Wszystko zaczęło się, gdy zdałem sobie sprawę, że nikt już nie mówi mi prawdy. Ani wspólnicy. Ani dyrektorzy. Ani kobiety, z którymi byłem w związku. Ani kelnerzy. Ani recepcjonistki. Ani kierowcy. Wszyscy z eleganckimi uśmiechami i strategicznymi kłamstwami. Zacząłem więc rozdawać pieniądze, żeby zobaczyć, co zostanie ze świata, jeśli moje nazwisko zniknie z poczekalni”. Pozwoliłeś, by to pytanie zagościło w twojej głowie na chwilę. „To, co pozostało, Arthurze, to ewidentnie imperium, w którym biedni są wystawiani na próbę tylko dlatego, że zakłócają spokój”.
Arthur wydaje się tym zdruzgotany, ale to nie wystarczy.
„Jameson” – powiedział – „to nieprawda”.
„Nie, zgadzam się. To nieprawda”.
Spotkanie trwało godzinę.
Pod koniec Gregory Finch podsumowuje: Arthur Pendleton zostaje zawieszony do czasu przeprowadzenia pełnego audytu. Mara ma prawo zatrudnić zewnętrznego eksperta. Firma księgowa specjalizująca się w kulturze i odpowiedzialności, bez wcześniejszych powiązań z Blackwood Holdings. Denise ma za zadanie osobiście przeprowadzić wywiady z każdym pracownikiem Gilded Steer i pięcioma najbardziej dochodowymi restauracjami grupy. Nikt nie wstaje od stolika z ulgą.
Kiedy sala jest pusta, Mara zostaje.
Powoli zbiera swoje akta, a potem mówi: „Jest jeszcze coś”.
Poczekaj.
„Ta kelnerka. Rosemary”. Mara waha się, co rzadko jej się zdarza. „Jej akta zawierają trzy poprawki w ciągu dziesięciu miesięcy. Dwie dotyczące kwestii uniformów. Jedna dotycząca tonu, który nie odpowiada oczekiwaniom eleganckiej klienteli”.
Wpatrujesz się w nią.
Mara wytrzymuje twoje spojrzenie. „Co więcej, jej oceny okresowe są doskonałe”.
Oczywiście.
Problemem uniformów są buty, można by pomyśleć. A ta niespójność w tonie prawdopodobnie oznacza, że brzmiała zbyt ludzko, rozmawiając z ludźmi, którzy nie uważali restauracji za wystarczająco „ozdobną”.
« Daj mi jego akta. »
« Jest już w Twojej skrzynce odbiorczej. »
Po wyjściu Mary siadasz sama w sali konferencyjnej i otwierasz teczkę.
Rosemary Vale. Dwadzieścia sześć lat.
Nawet młodsza, niż myślałaś.
Zatrudniona dziesięć miesięcy wcześniej, po ukończeniu szkoły pielęgniarskiej na semestr przed egzaminami końcowymi z powodu problemów finansowych. Ojciec nieobecny z powodu nagłych przypadków. Matka zarejestrowana jako Angela Vale. Brat, Benjamin (17), zawsze obecny. Praktycznie idealna frekwencja pomimo wielu długich zmian. Przeciętne napiwki powyżej średniej w zespole, pomimo mniejszych stolików. Dwukrotnie rekomendowana do awansu. Dwukrotnie odrzucona z powodu „problemów z wizerunkiem”.
Czytasz to zdanie ponad trzy razy.
Problemy z wizerunkiem.
Czuje się w nim pewien rodzaj gniewu, gdy maszyna ujawnia się w formie pisemnej. Nie tylko to, co robi, ale także sposób, w jaki tak trafnie wyraża ranę.
W jego teczce znajduje się tylko jedna notatka od Gregory'ego:
Technicznie skuteczna. Można ją ulepszyć. Zbyt dużo empatii dla tanich restauracji. Ryzyko nadmiernej identyfikacji.
Śmiejesz się raz, a dźwięk w pustym pokoju jest okropny.
Za dużo empatii.
Wyobraź sobie, że piszesz to i uważasz się za godnego bycia liderem.
O 1:17 w nocy zamykasz laptopa i podejmujesz dwie decyzje.
Pierwsza ma charakter zawodowy.
Jutro rano wszyscy menedżerowie w twoich hotelach będą żyć w strachu przed ludzką rzeczywistością czającą się za ekranami. Era błyskotliwych abstrakcji dobiegła końca.
Druga kwestia jest osobista.
Jeszcze nie skończyłeś z Rosemary Vale.
Część 4
Następnego ranka, o 10:00, idziesz do Centrum Onkologicznego im. św. Pawła. Catherine towarzyszy ci z tekturowym kubkiem wypełnionym niesmaczną kawą i pustym notesem.
Nie musiałeś sam szukać tego miejsca. Zespół Mary mógł to załatwić. Ochrona mogła wcześniej zatwierdzić wizytę. Asystent mógł zorganizować bezbłędną zbiórkę funduszy, z kwiatami i dyskrecją. Ale właśnie takiej szarady starasz się unikać.
Postanowiłeś więc sam się przekonać.
Centrum jest małe, zatłoczone i nieskazitelnie czyste, podobnie jak budynki, w których…