Rozdział 2: Pęknięcia w fundamencie
Kiedy poznałam Daniela, wierzyłam, że miłość z pewnością ma wpływ. Nie mieliśmy wiele: mały dom, odklejające się tapety i marzenia większe niż nasze portfele. Wierzyłam jednak, że miłość wystarczy, by wszystko utrzymać.
Daniel był spokojny, niezawodny i delikatny. W każdy piątek przynosił kwiaty: stokrotki, gdy brakowało nam pieniędzy, róże, gdy mogliśmy związać koniec z końcem dzięki nadgodzinom. Pielęgnuję je w pękniętym wazonie mojej mamy. Nigdy się nie tłucze. Zupełnie jak ja.
Dwa lata później urodziła się nasza córka Sophie. Kiedy Daniel po raz pierwszy trzymał ją w ramionach, rozpłakał się.
Przez jakiś czas byliśmy rodziną zbudowaną na świętych wartościach.
A potem pojawiła się Elena. Moja młodsza siostra. Dzika. Nieokiełznana. Z pięknem, które świat mógł błogosławić lub zawieść.
I Daniel poczuł jego iskrę.
Pojawiły się drobne znaki:
Ślad szminki.
Perfumy.
Telefon późnym wieczorem, podobnie na zewnątrz.
na następnej stronie