Pociągnął ją po podłodze w kierunku szybu. Wciągnięcie jej do wąskiego przejścia okazało się trudne, ale cierpliwie i szeptem, dodając jej otuchy, przeprowadził ją. Potem poszedł za nią. Złamana noga utknęła na nierównej krawędzi, a w jego oczach pojawiły się łzy, ale szedł dalej, aż poczuł na twarzy poranny wiatr.
Wbiegli na podmokły skrawek ziemi za domem. Dziedziniec otaczał wysoki ceglany mur. Rylan wpatrywał się w niego przez kilka długich sekund. Jego ciało chciało się poddać. Ale wtedy Pippa kaszlnęła, wydając cichy, piskliwy dźwięk, który zdawał się wydobywać z głębi jej piersi. Zmusił się do siedzenia. W murze, przy rogu, była wąska szczelina, gdzie leżały dwie rozrzucone cegły. Gdyby dotarł do tego otworu, mogliby się przedostać.
Pociągnął Pippę po ziemi centymetr po centymetrze. Kiedy dotarli do rogu, delikatnie wepchnął ją głębiej. Potem ścisnął ją za sobą, tłumiąc krzyk, gdy jego zraniona noga uderzyła o krawędź. Po drugiej stronie powitała ich miękka trawa. A mała kamienna ścieżka prowadziła do znajomego sąsiedniego domu.
Światło na ganku zapaliło się akurat w chwili, gdy Rylan zawalił pięścią w drzwi. Edith Bramley otworzyła je. Jej twarz zbladła na widok dwójki dzieci. Wzięła Pippę na ręce i wprowadziła Rylana do środka. „Nie zasypiaj” – namawiała cicho. „Pomoc nadchodzi”.
Jeśli chcesz kontynuować, kliknij przycisk pod reklamą ⤵️