Następne tygodnie były najciemniejszymi w moim życiu. Byłam po uszy w długach, bezdomna i mieszkałam u przyjaciółki. Aż do dnia, w którym zadzwoniła do mnie kancelaria prawna.
Chcieli porozmawiać ze mną o umowie Brandona.
Catherine czekała na mnie w sali konferencyjnej.
Wyjaśniła mi wszystko.
Podpisali umowę inwestycyjną. Ale z konkretnymi warunkami. Bardzo konkretnymi warunkami.
Jako współzałożycielka i żona posiadam 40% udziałów w firmie. W przypadku rozwodu w ciągu dziesięciu lat: 70%. W przypadku udowodnionego cudzołóstwa: 85%.
Wszystkie dowody były obecne.
Zdjęcia. Historie. Wkład.
Dom? Na moje nazwisko.
Samochody? Na moje nazwisko.
Rachunki? Otworzyłam je.
Brandon podpisał wszystko.
Bez czytania.