Odwrócił się z powrotem do Grace. „Pani Simmons, rozprawa rozpoczęła się pięć minut temu. Zna pani zasady. Jeśli pani adwokat nie będzie obecny…”
„Już się zacznie” – upierała się Grace, lekko podnosząc głos. „Był korek uliczny”.
„Korek?” – mruknął Keith, pochylając się do przodu, żeby jego głos był słyszalny w przejściu. „Może czek nie jest pokryty, Grace. Och, czekaj. Nie można wypisywać czeków. Zablokowałem karty dziś rano”.
„Panie Simmons” – zawołał sędzia, uderzając młotkiem. „Jeszcze jeden wybuch i potępię pana za obrazę sądu”.
„Przepraszam, Wysoki Sądzie” – powiedział Keith, wstając i zapinając marynarkę z udawaną skromnością. „Chcę być szczery. Moja żona jest ewidentnie zdezorientowana. Nie rozumie zawiłości prawa”. Nie ma dochodów ani środków do życia. „Zaproponowałem jej hojną ugodę w zeszłym tygodniu: 50 000 dolarów i Lexusa z 2018 roku. Odmówiła”.
Keith spojrzał na Grace zimnym, pozbawionym życia wzrokiem. „Próbowałem ci pomóc, Grace. Ale ty dalej grałaś w te gierki. I spójrz na siebie teraz. Siedzisz tam bez niczego. Nie masz prawnika, bo nikt nie chce sprawy charytatywnej”.
„Panie Ford, proszę o powstrzymanie pańskiego klienta” – warknął sędzia Henderson.
„Szanowny Sędzio” – przerwał spokojnie Garrison Ford. „Chociaż emocje mojego klienta są godne ubolewania, ma rację. Marnujemy czas sądu. Pani Simmons ewidentnie nie ma reprezentacji prawnej. Opierając się na precedensie Vargas przeciwko Stanowi, wnosimy o natychmiastowe wydanie wyroku zaocznego w sprawie podziału jej majątku. Miała miesiące na przygotowania”. »
Sędzia Henderson spojrzał na Grace. Wyglądał na zmęczonego. « Pani Simmons, pan Ford ma teoretycznie rację. Czas w sądzie jest cenny. Jeśli nie możesz teraz znaleźć prawnika, muszę założyć, że reprezentujesz sama siebie, a biorąc pod uwagę złożoność księgowości sądowej związanej z majątkiem twojego męża… byłoby to nierozsądne. »
„Nie reprezentuję samej siebie” – powiedziała Grace, wpatrując się w podwójne mahoniowe drzwi z tyłu sali. „Jeszcze dwie minuty, proszę”.
«Ona się ociąga» – syknął Keith. «Nie ma nikogo. Jej ojciec był mechanikiem, a wszystkie jej przyjaciółki to gospodynie domowe z przedmieść. Do kogo miałaby zadzwonić? Do Pogromców Duchów.»
Keith znów się zaśmiał, okrutnie, szczekając. Czuł się niezwyciężony. Spojrzał na Grace, kobietę, którą obiecał kochać i pielęgnować, i zobaczył tylko jedną przeszkodę, którą był zdecydowany pokonać. Chciał ją upokorzyć. Chciał, żeby wiedziała, że odejście od niego było największym błędem w jej życiu.
„Szanowny Sędzio” – upierał się Garrison, wiedząc, że to będzie policzek. „Złożyłem wniosek o odrzucenie jej wniosku o wstrzymanie wykonania wyroku. Połóżmy kres tej farsie”.
Sędzia Henderson westchnął. Uniósł młotek. „Pani Simmons, przepraszam. Nie możemy dłużej czekać. Kontynuujemy…”
Bicie.
Podwójne drzwi z tyłu sali rozpraw nie otworzyły się ot tak. Otworzyły się z ogromną siłą, wprawiając framugi w drżenie. Dźwięk rozbrzmiał jak wystrzał z pistoletu. Wszyscy się odwrócili. Keith obrócił się na krześle, zirytowany przerwą. Garrison Ford zmarszczył brwi, trzymając długopis nad notatnikiem.
Sala rozpraw zapadła w ogłuszającą ciszę.
W drzwiach nie stał żaden przepracowany prawnik. To nie był jakiś tani prawnik z centrum handlowego. Stała tam kobieta, która wyglądała na sześćdziesięciolatkę, choć jej postawa była sztywna jak stalowa belka. Miała na sobie biały, szyty na miarę garnitur, który kosztował więcej niż cała garderoba Keitha. Jej srebrzysto-siwe włosy były przycięte w ciasny, przerażająco precyzyjny bob. Nosiła ciemne okulary przeciwsłoneczne, które powoli zdjęła, odsłaniając przenikliwe, lodowatoniebieskie oczy – oczy wpatrujące się w senatorów i prezesów.
Za nią szło troje młodszych pracowników, wszyscy z grubymi skórzanymi teczkami, ustawionych w rzędzie w kształcie litery V niczym myśliwce eskortujące bombowiec.
Kobieta nie spieszyła się. Szła przejściem, a stukot jej obcasów brzmiał jak metronom odliczający czas do ostatniego tchnienia Keitha.
Garrison Ford, rzeźnik z Broadwayu, upuścił długopis. Usta lekko się otworzyły. Jego twarz, zazwyczaj skrywająca arogancję, zbladła. „Nie” – wyszeptał Garrison z autentycznym drżeniem w głosie. „To niemożliwe”. »
„Kto to?” – zapytał Keith, zdezorientowany reakcją prawnika. „Czy to jej matka?”
« Matka Grace zmarła. »
„Powiedziała mi, że jest sierotą”.
Kobieta podeszła do stołu obrony. Nie spojrzała na Grace. Nie spojrzała na sędziego. Powoli odwróciła się i spojrzała Keithowi Simmonsowi prosto w oczy.