A potem ją zobaczyłam.
Moją córkę leżącą na sofie, półprzytomną. Jej warga była spuchnięta i zasiniona, całe ciało drżało.
Krzyknęłam jej imię. Bez chwili wahania zawieźliśmy ją do szpitala. Lekarze natychmiast się nią zajęli, a ja zostałam na korytarzu, modląc się, by ją nam ocalono.
Kilka godzin później powoli otworzyła oczy. Jej spojrzenie było zamglone bólem, a głos ledwie słyszalny.
To, co powiedziała… wstrząsnęło nami do głębi.