A potem ją zobaczyłam.
Moją córkę leżącą na sofie, półprzytomną. Jej warga była spuchnięta i zasiniona, całe ciało drżało.
Krzyknęłam jej imię. Bez chwili wahania zawieźliśmy ją do szpitala. Lekarze natychmiast się nią zajęli, a ja zostałam na korytarzu, modląc się, by ją nam ocalono.
Kilka godzin później powoli otworzyła oczy. Jej spojrzenie było zamglone bólem, a głos ledwie słyszalny.
To, co powiedziała… wstrząsnęło nami do głębi.
Zamarłam.
„Powiedziałam, że się nie zgadzam…” ciągnęła drżącym głosem. „To był twój prezent. Wpadli w szał. Nazwali mnie egoistką… a kiedy mojego męża nie było…”
Rozpłakała się.
„…uderzyli mnie. A potem zadzwonili do ciebie, żebyś mnie zabrała”.Serce rozpadło mi się na kawałki. Czułam jednocześnie winę, gniew i paraliżujący ból. Jak ludzie, którzy jeszcze niedawno uśmiechali się na weselu, mogli okazać się tak okrutni?