Następnego dnia ktoś cicho zapukał do drzwi sali. To był mój zięć.
Wyglądał zupełnie inaczej — blady, wyczerpany, z oczami zaczerwienionymi od płaczu. Podszedł do łóżka i uklęknął.
„Proszę…” powiedział łamiącym się głosem. „Kochanie, wybacz mi. Nie wiedziałem. Przysięgam, że nic nie wiedziałem”.
Przyglądałam mu się uważnie. Jego dłonie drżały.