Pracuję w zniszczonym warsztacie samochodowym na skraju miasta — takim, gdzie podłoga jest zawsze pokryta plamami oleju, a ekspres do kawy poddał się gdzieś około 2012 roku.
Nie jest to glamour. Ale pozwala nam przetrwać.
Ledwo.
Jestem też samotnym ojcem trojaczków, którzy mają sześć lat. Mam 36 lat.
Ich mama odeszła, gdy miały osiem miesięcy. Pewnego ranka spakowała walizkę, powiedziała, że już nie daje sobie rady, i wyszła.
Już nigdy jej nie zobaczyłem.
Moja mama — wdowa, 72 lata, wciąż bystra jak nigdy — wprowadziła się, by pomóc. Zaplata włosy mojej córce. Pilnuje, żeby dzieci jadły coś więcej niż tylko płatki. Dba o dom, gdy ja nie mogę.
Bez niej nie wiem, czy udałoby mi się dojść tak daleko.
Większość tygodnia pracuję po dwanaście godzin. Naprawiam silniki. Wymieniam klocki hamulcowe. Tłumaczę klientom naprawy, którzy od razu zakładają, że ich oszukuję.