Ludzie widzą tłuszcz pod moimi paznokciami i myślą, że to wszystko, czym jestem.
Tylko facetem, który naprawia samochody.
Ale te ręce stawiają jedzenie na talerzach moich dzieci.
I każdego dnia zastanawiam się, czy to wystarczy.
W zeszły wtorek już było chaotycznie.
Za dużo samochodów czekało. Za mało czasu. I tuż przed lunchem wściekły klient znalazł się tuż przy mojej twarzy.
— Nie naprawiłeś tego! — krzyknął, wskazując na mnie.
— Proszę pana, wytłumaczyłem w zeszłym tygodniu, że ma pan dwa oddzielne problemy. Kontrolka check engine dotyczy systemu emisji spalin. To inna naprawa.
— Nie obchodzi mnie to! Wszystko powinieneś był załatwić!