„Znowu, Kira? Przyszłaś bez zapowiedzi. Jak długo to się będzie powtarzać?” Głos Lery zadrżał – nie ze strachu, a z czystego wyczerpania.
„O mój Boże, czemu zaczynasz to z samego rana?” – odkrzyknęła Kira z przedpokoju, gdy trzasnęły drzwi wejściowe. „Jestem tu tylko na chwilę! Muszę tylko wziąć szminkę i znikam”.
Lera stała boso w drzwiach sypialni, zaciągając szlafrok. Zegar wskazywał 7:20 – na zewnątrz wciąż ciemno, ponury listopadowy poranek. Maksim spał z twarzą wtuloną w poduszkę, a włosy sterczały mu w nieładzie. Spojrzała na niego i westchnęła ze zmęczeniem.
Z łazienki dobiegł brzęk butelek.
„Kira, zadzwoń chociaż, zanim wejdziesz z kluczem” – powiedziała Lera, wchodząc na korytarz. – „To nie jest normalne”.
„Daj spokój” – Kira odwróciła się z uśmiechem. „Jesteśmy rodziną. Czy już zapomniałaś, że jestem teraz twoją siostrą?”
Przetoczyła tusz do rzęs między palcami, mrugnęła do lustra i z wprawą przesunęła szczoteczką po rzęsach.
Kira była osobą, która w jakiś sposób wypełniała więcej przestrzeni niż fizycznie zajmowała. Głośna, krzykliwa, zawsze w ruchu – a jednak zawsze z pustymi rękami i wiecznie bez pieniędzy. Podobno „studiuje dziennikarstwo”, ale nikt nie pamiętał, w którym roku… nawet sama Kira.
„A tak przy okazji” – powiedziała, odwracając się do Lery, jakby nic się nie stało – „to nowy tusz do rzęs? Mogę spróbować?”
„Nie. I jeszcze… oddaj ten, który wzięłaś ostatnio”.
„Zrobię to! Tylko nie teraz, dobrze?”
„Kira” – powiedziała Lera, pocierając czoło, zmęczona. – „Mówię poważnie. Masz swój własny makijaż”.
„Wow. Jesteś strasznie skąpy” – prychnęła Kira. „Max, obudź się – powiedz jej coś!”
Z sypialni dobiegł zaspany głos:
„Kir… pozwól Lerze spokojnie spędzić poranek, dobrze?”
„Przyszłam tu dosłownie tylko po szminkę!” – odkrzyknęła Kira, zapinając już kurtkę. „Dobra, dobra, wychodzę”.
Kiedy drzwi zatrzasnęły się za nią, Lera opadła na krzesło w kuchni i wyjrzała przez okno. Środek listopada. Szare niebo. Samochody w dole pełzły z włączonymi światłami, a woźny zgrabił mokre liście w ciemne, rozmokłe sterty.
Sobota. Powinna być cisza – kawa, śniadanie, oni dwoje. Ale nie. Sobota znów zaczęła się od Kiry.
Mieszkanie należało do babci Lery. Trzy pokoje w starym budynku: sufity wyższe od człowieka, dębowe parkiety, ciężkie, stare drzwi, zamki, które głośno klikały. Kiedy Lera odziedziczyła dom, poczuła się, jakby dostała coś więcej niż klucze – odziedziczyła ciepło, komfort, wspomnienia. Maksim wprowadził się po ślubie, dwa miesiące temu.
Ślub był skromny, ale wszyscy wydawali się szczęśliwi. Rodzice Maksima – a zwłaszcza jego matka, Galina Pietrowna – przytulili Lerę i szepnęli:
„Nie zostawiaj teraz małej Kiry. Jest wszystkim, co mamy. Będziesz dla niej jak starsza siostra, prawda?”
Wtedy Lera nie przywiązywała do tego większej wagi. Teraz rozumiała każde słowo.
Kira pojawiała się praktycznie co drugi dzień. Czasem potrzebowała ładowarki, czasem jedzenia, czasem „żeby się przebrać przed spotkaniem z kimś”, a czasem „żeby tu po prostu posiedzieć, bo się nudzę”. Jej „minuta” rozciągnęła się do połowy dnia. Przywiozła ze sobą tanie perfumy, głośną muzykę i poczucie chaosu.
Na początku Maksim zażartował:
„Znasz Kirę. Jest jak przeciąg – wpada, wiruje i zaraz wylatuje”.
Ale przeciąg przerodził się w burzę.
W środę, kiedy Lera pracowała z domu nad raportem, dzwonek do drzwi zadzwonił ponownie.
„Cześć!” Kira wpadła z koleżanką – piękną brunetką w skórzanej kurtce. „To Marina! Jesteśmy tu tylko na godzinkę, dobrze? Jej chłopak doprowadza ją do szału – potrzebuje rozrywki”.
Usiadły przy kuchennym stole, otworzyły kawę Lery i wyjęły ciasteczka, które upiekła poprzedniego wieczoru. Śmiech, krzyki, niekończące się gadanie o „toksycznych mężczyznach” – wszystko to rozbrzmiewało w mieszkaniu, uniemożliwiając koncentrację.
Kiedy dziewczyny w końcu wyszły, Lera weszła do kuchni i zamarła. Brudne kubki. Rozlana kawa. Okruchy wszędzie. I… zniknęła jej szminka. Ta droga – prezent od Maksima. Później zauważyła, że brakuje czegoś więcej: perfum, jedwabnego szala. A toaletka wyglądała, jakby przeszło w nią tornado.
„Max” – powiedziała wieczorem, kiedy wrócił do domu – „musimy porozmawiać o twojej siostrze”.
„Znowu?” Maksim zdjął marynarkę i postawił czajnik. „Co się stało?”
„Moje rzeczy ciągle znikają. Szminka, perfumy, szal”.
„Może gdzieś je położyłeś i zapomniałeś”.
„Nie zapominam, gdzie położyłem swoje rzeczy” – powiedziała spokojnie Lera. „Zabiera je bez pytania”.
Maksim zamilkł.
„Ler… to Kira. Nie ma nic złego na myśli”.
„Nieważne, czy ma to na myśli, czy nie! Nie ma prawa!”
„Słuchaj, czasami pozwalasz jej pożyczać rzeczy. Może uznała, że to w porządku”.
„Pożyczam jej coś raz w miesiącu, a nie co tydzień!”
„Boże…” Maksim potarł skronie. „Po prostu daj jej szminkę. Masz jej mnóstwo”.
Lera spojrzała na męża i zdała sobie sprawę, że on naprawdę nie rozumie. Nie dlatego, że mu nie zależy – bo…